czwartek, 21 listopada 2013

Nie popełniaj tego błędu idąc z wizytą do rodziny z dziećmi !

Zdjęcie zakupione w Banku Zdjęć
Idąc z wizytą do rodziny, gdzie są dzieci nie wypada pójść z pustymi rękami. Nie jest to wymóg, ale tak się przez lata utarło, a i dzieci ciesząc się na wizytę gościa wyczekują, co tam dla nas przyniesie.
Pamiętam te momenty ze swojego dzieciństwa, ale to były lata osiemdziesiąte, inne czasy. Generalnie w sklepach szału nie było, no poza Pewexem, ale to inna historia i przeciętny Polak codziennych zakupów tam nie robił.
Piszę o tym teraz bo za miesiąc święta i będziemy się nawzajem odwiedzać.
Jakiego błędu nie popełniać idąc z wizytą do rodziny z dziećmi? 


Za moich czasów człowiek cieszył się z byle czego, a już w prawdziwą euforię wpadał jak dostał coś słodkiego.
Z ptasiego mleczka zjadałam najpierw czekoladę, a dopiero później ten biały środek. Cały ceremoniał.  Ależ to był smak. Wydzielałam sobie ile i kiedy zjem, aby starczyło jak najdłużej.

To już historia. Dziś półki ze słodyczami w sklepach uginają się od towaru przeróżnej maści dostępnego dla każdego i w każdym czasie. Nie ma kryzysu, nie ma kartek, ale mentalność pozostała i co mnie dziwi, sięga coraz młodszego pokolenia.

Co najczęściej kupujemy idąc z wizytą do rodziny z dziećmi ? Słodycze ! Dużo słodyczy! Całe torby!
W tym roku na Wielkanoc  odwiedziliśmy daleką rodzinę. Cztery domy. W każdym nasze dzieci dostały papierową torbę pełną słodyczy, po jednej dla każdego dziecka. Od lizaków, przez cukierki, po czekolady.
Zważyłam dziś słodycze jakie mam w domu, a które dostaliśmy od gości. Na dzień dzisiejszy 3,7 kg.
Było więcej, ale cześć czekolad przerobiłam na brownie.
Przedwczoraj byłam u koleżanki, którą w weekend odwiedzili teściowie. "Wzbogaciliła się" o wielką torbę pełną słodyczy. Myślę, ze ze 2 kilo to wszytko mogło ważyć.

Czemu tak jest ? Dlaczego idąc w gości do rodziny z dziećmi kupujemy akurat słodycze, skoro wszędzie tych słodyczy pełno?
Tyle się mówi o szkodliwości cukru, o barwnikach wywołujących alergie, nadpobudliwość czy problemy z koncentracją u dzieci. O rosnącej wśród dzieci otyłości !
A przecież jest tyle alternatyw w tej samej cenie.
Kolorowanek  z naklejkami, dzieci je uwielbiają. Książeczek typu. elementarz 4,5 6,7 latka.
Są odlotowe kredki czy flamastry np. brokatowe, fluorescencyjne etc. 
Książki do poczytania .....
Propozycji mogłabym mnożyć mnóstwo.Zachęcam do zakupu czegoś kreatywnego.
Jak bym dla moich dzieci zamiast czekolady, kilku lizaków, paczki krówek, landrynek czy batoników wolała kolorowankę + kredki.
Koszt jest porównywalny z kosztem torby słodyczy, a może nawet i niższy, więc o cenę tu raczej nie chodzi.
Są jeszcze kwestie światopoglądowe.
U nas w domu kupnych słodyczy poza gorzką czekoladą praktycznie się nie jada. Nie jestem matką terrorystką i owszem pozwalam moim dzieciom zjeść batonika czy cukierka, ale staram się edukować ich w tej kwestii i uczyć dobrych nawyków i świadomych wyborów. 
Ciężko jest to robić, gdy w szafce ma się prawie 4 kilogramy słodyczy.

Dlatego apeluję z tego miejsca. Idąc z wizytą nie kupujcie słodyczy.
Mamy XXI wiek i jeśli jakiś rodzic będzie chciał kupić dziecku batonika, pójdzie sobie do pobliskiego sklepu. A tam batoników do wyboru do koloru.

Jak to jest u Was ?
Macie ten sam problem ze słodyczami?
Dużo tego dostają Wasze dzieci ? 

44 komentarze:

  1. Ostatnio robiłam porzadki w szafkach , nie wazyłam słodyczy ale było ich dosyć sporo.. najwiecej lizaków... i małych czekoladek typu 'snickers mini' itp... Masakra... W pełni się z Tobą zgadzam, że nie powinno się przychodzić do rodziny z dziećmi ze słodyczami. Sama widze po moim dziecku , że jesli dostanie torbe ze słodyczami i przykładowo kolorowanka - to od razu siada do kolorowania a słodycze zostawia , ale jeśli dostanie same słodycze no to niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Moje dzieci jak dostaną taką torbę słodyczy to mimo iż wiedzą że w takich ilościach to jest szkodliwe i moja 7 letnia córka przychodzi i mówi "mamo o rany zobacz ile tego jest" to później o nich pamięta i pyta czy może a jak ja muszę w kółko tłumaczyć, ze codziennie słodyczy nie będzie jadła to wszystkiego mi się odechciewa......

      Usuń
  2. Szczerze mówiąc pierwsze słyszę o takim zwyczaju, aby dawać dzieciom tyle słodyczy... Jeśli już idzie się do kogoś, kto ma dziecko, najczęściej dawaliśmy zabawkę, książeczkę albo porządną dobrą czekoladę. JEDNĄ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ! I jesteś dla mnie wzorem !!! Zabawka + JEDNA dobra czekolada ! Stawiam Cię za wzór do naśladowania !!!

      Usuń
    2. ja od jakiegoś czasu daję wyłącznie książki, kolorowanki, mazaki czy inne zabawki bardziej kreatywne aby na coś się dziecku przydały i nauczyły, niż po to by dać. Słodyczy nie kupuję, bo sama nie chcę dla moich dzieci:)

      Usuń
  3. Ja nie mam dzieci, ale kiedy idziemy z wizytą do maluchów w naszej rodzinie, zawsze kupujemy książeczki, kolorowanki, czy jakieś zabawki. Nigdy słodyczy!!! Chyba, że mam upieczone ciastka, wtedy pakuję je ładnie i daje dzieciakom. Chrześniak mojego chłopaka, kiedy mnie widzi mówi: ciociaaaa coookieee!!! (jego mama uczy go angielskich słówek). Sama radość i satysfakcja :):):)

    OdpowiedzUsuń
  4. cóż, przy kupnie słodyczy nie trzeba się za dużo wysilić ani pomyśleć... Natomiast książeczki i malowanki to inna para kaloszy, bo zaraz człowiek się zastanawia czy dziecko lubi, czy nie lubi, co wybrać, a może już to ma etc etc. Czyli ludzie idą po linii najmniejszego oporu, oby szybko i wygodnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. kochana w pełni się z Tobą zgadzam!
    jednak przyznam się ze jak moje dziecko dostanie słodycze to ja je po prostu przekazuję innemu dziecku a nie wyrzucam i to też błąd.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie przekazuję dalej :) wolę wyrzucić i te słodycze które mam też to czeka jak tylko termin przydatności dobiegnie końca. Wtedy z czystym sumieniem wrzucę je do kosza :)

      Usuń
    2. Przed świętami Caritas robi paczki mikołajkowe dla dzieci, które na co dzień nie mają słodyczy, bo ich rodziców na nie nie stać. Nie lepiej oddać te łakocie i uszczęśliwić jakieś biedne dziecko niż wyrzucać?

      Usuń
    3. I tu przyznaję Ci rację i już wiem co zrobię z tymi prawie 4 kilogramami słodyczy. Jest oddział Caritasu u mnie w mieście.
      Dzięki,
      Pozdrawiam,

      Usuń
  6. Przy zakupie słodyczy jeszcze pojawia się kwestia uczuleń. Ja już się nacięłam kilka razy gdy wręczając czekoladę usłyszałam, że dziecko ma alergię ;) teraz dla bezpieczeństwa kupuję albo biszkopciki albo chrupki kukurydziane albo duet tych wymienionych i czekolady ;) Teraz do wizyt będę się przygotowywać wcześniej i nabywać kolorowanki a nie po drodze w sklepie na biegu słodycze ;)
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  7. Popieram! ja jeszcze nie mam dzieci, ale naprawdę nie chciałabym uczyć ich jedzenia słodyczy ze sklepu. Tak jak moja mama nie dawała ich mnie. Wolałabym, żeby nic nie dostały, niż gdyby goście przynosili torby słodyczy. Nawet czekolada byłaby u mnie niemile widziana.

    OdpowiedzUsuń
  8. u mnie w rodzinie też jest zwyczaj, że z pustą ręką się do rodziny gdzie jest dziecko nie idzie... ale nie ma ograniczenia, że TYLKO słodycze, a jeśli już to paczka cukerków, tabliczka czekolady, a nie kilka kilo :D częściej są to jednak zabawki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sama nie mam dzieci ale nie mam w zwyczaju obdarowywania dzieci znajomych słodyczami, dla mnie to uczenie złych nawyków po za tym nie zawsze wiem czy rodzice pozwalają jeść słodycze dzieciom (mam znajomych którzy nie dają ich praktycznie w ogóle) więc z przezorności i własnych przekonań nie daj slodyczy w prezencie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Są rodziny, w których bardzo ogranicza się słodycze. Znam takie, w których jada się je tylko w niedzielę lub sobotę.
      Kompletnie nie rozumiem tej idei obdarowywania słodyczami. Jakby tego nie było dookoła to może bym zrozumiała. Ale czasy komuny, kiedy niczego nie było mamy za sobą. Każdy ma słodycze na wyciągnięcie ręki, więc jak najdzie go ochota to sobie pójdzie i kupi.

      Usuń
    2. Ja mieszkam w Norwegii i tutaj jest jeden dzień w tygodniu w którym są obniżki na słodycze, w tedy dzieciaki mają prawo kupić i zjeść tyle ile uniosą ale tylko raz w tygodniu:) Uważam, ze to najlepsze rozwiązanie, trudno zabronić dziecku jeść ich w ogóle:) Myślę, że masz racje w naszych rodzicach ciągle istnieje przekonanie, że słodycze to jakiś rarytas i tym można uszczęśliwić dziecko. Niestety te czasy minęło dziś słodycze sa na wyciągnięcie ręki.

      Usuń
    3. Również przejściowo mieszkam w Norwegii i jestem zdruzgotana ilością chemii w jedzeniu, braku ekologicznych warzyw i braku tradycji gotowania . W przedszkolach karmią ich sztucznymi parowkami (w Bergen gdzie jestem nie ma możliwości kupienia parówki z szynki jak jest w Polsce)chemia, chemia pogania i niestety ich zakazy słodyczy nic się mają do tego co jedzą na codzień.

      Usuń
  10. Moje dzieci już są dosyć duże i sprawa wręczania słodyczy przy wizytach już zaniknęła, ale niestety w okresie świątecznym powróci i do mnie. I jak co roku będzie problem co z tym wszystkim zrobić. Niestety ilości są takie, że trudno je zjeść. Wiedząc o tym ja staram się nie dołączać słodyczy do prezentów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mądry apel :) Ja jeszcze dzieci nie posiadam, a z racji wieku maluchy dopiero zaczynają się pojawiać (w naszym towarzystwie póki co jest tylko 1 niemowlak i drugi w drodze), ale jak przyjdzie już ten czas to na pewno będę wolała obdarować własnie książeczką niż słodyczami.
    Ale z całego wpisu najbardziej moje serce skradły te gazetowe torebki na zdjęciu! Są booooskie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. A my z kolei w ramach wprowadzania zdrowych nawyków mamy zwyczaj jedzenia słodyczy tylko w sobotę i niedzielę, jak w Skandynawii. Obowiązuje to zarówno dzieci, jak i rodziców, tak jest sprawiedliwie. :) Dlatego wszyscy nasi znajomi wiedzą, że odwiedzając nas nie mogą przynosić słodyczy w ciągu tygodnia, a weekend nie warto, bo pieczemy wtedy nasze własne słodkości, domowe. Z czasem wszyscy przywykli.

    OdpowiedzUsuń
  13. taki zwyczaj dawania dzieciom słodyczy bardzo mnie denerwuje i dziwi zarazem, ponieważ u mnie najwięcej tego znoszą dziadkowie!!! pytam się ich czy uważają że tyle słodyczy jest dla nich zdrowe, a oni się tylko cieszą! ręce mi opadają ;/ czteroletnia córka tego nie zje, bo wie że jej nie pozwolę, ale niespełna dwuletni synek nie jest wcale taki skory by ustąpić! jak kiedyś powiedziałam żeby przynieśli owoce, to na drugi dzień dziadek leciał z arbuzem, ale to tylko raz, następnego dnia już zapomniał!! pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak to jest z dziadkami :) niektórym się wydaje że jak nie dadzą wnuczkowi torby słodyczy to ten nie będzie ich kochał. ech .... trzeba z tym walczyć

      Usuń
    2. Mam ten sam problem z dziadkami:) Walka jest nierówna i kończy się poczuciem winy z obu stron niestety. Dziadkom się wydaje, że danie słodyczy= miłość. Masakra

      Usuń
  14. A ja już nauczyłam najbliższą rodzinę, że nie chcę aby dawali moim dzieciom słodycze, więc przynoszą owoce :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nata pisze : u mnie wojna z dziadkami. syn nie jadal czekolady dopoki go wloska babcia nie nauczyla- byla wielkanoc, rozbil mlotkiem kilogramowe jajko zeby wyciagnac zabawke, i zaczal jesc... rok wczesniej wypllul czekolade. teraz to zmora. abcia daje jajko z niespodzianka, ale kupuje w 3pakach, wiec maly zjada od razu 3 szt. zeby to bylo raz na tydzien, to spoko. ale codziennie?!?!?!?!?!?!? i lodzik po obiedzie. wymowka: ale zjadl owoce, to w nagrode lody, magnum, nie zadne sorbety. byle g***o , oby slodkie. u na s nie ma mikolajek, ale sa jego urodziny 24.11, potem swieta, potem sylwester, i Befana przynosi slodycze 6.01. wlasnie je skonczylismy, i nie kupuje innych. zeby to chociaz byla czekolada, gorzka, prawdziwa, to jeszcze. ale to marshmallow, zelki z cukru i kolorantow, lizaki, gumy, plastikowe ciasta niby tiramisù. ja wole podskoczyc do lodzirni znajomych, bo wiem, co do lodow wkladaja, i zjesc chocby te naturalne lodyzaprowadizlam babcie ze man do pediatry, posluchala, pokiwala glowa, stwierdzila ze dziecko ma nadwage. i swoje dalej robi..... a ze ja pracuje 3 h dluzej niz maly jest w przedszkolu, sami zgadnijcie co sie dzieje. teraz babcia jakos spuscila z tonu, ale zanim sie dziecko odzwyczai od czekolady, a raczej : zanim pozbedzie sie nalogu, minie duzo czasu. nie wiem jak u wa,s u mnie widac, ze malego ciagnie do slodyczy, jak alkoholika do butelki normalnie. Malgos: dzieki za kalkulator BMI, wyszlo 25 :( podrzuc jakies przepisy dla kluskozernego dziecka. ja dalej bede pisac o wloskim zarciu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Walczę właśnie z teściową co by się nauczyła przynosić i dawać mojemu dziecku owoce zamiast reklamówki słodyczy... Od grudnia leży jeszcze u mnie spokojnie ze 2 kg cukierków które dała...
    Na szczęście większa część rodziny już się nauczyłą:))

    OdpowiedzUsuń
  17. mam 53 lata i nigdy nie kupowałam moim córkom słodyczy, prosiłam wszystkich aby również tego nie robi, oczywiście z różnym skutkiem, dzisiaj jestem babcią i też tego nie robię. Jeśli idę z wizytą do domu gdzie są dzieci to kupuję jogurty, soki, owoce. I powiem Wam, że dzieciaki tak samo się cieszą jak ze słodyczy.Oczywiście książeczki, kredki, malowanki, ozdoby do włosów dla dziewczynki lub resorak dla chłopca to świetny prezent dla malucha który też często kupuję.
    Dlatego APEL do dziadków, teściów,wujków, znajomych - na litość nie idzcie na łatwiznę, słuchajcie dzieci i kupujcie to co lubią a nie jedynie słodycze!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja odwiedzając moją chrześnicę zawsze kupuje jej owoce. Uważam, że są zdrowsze, a ona je bardzo lubi, więc jest zadowolona. A jej mam w niebo wzięta, bo jest dentystką i doskonale wie, czy się kończy ciągłe jedzenie lizaków i czekoladek.

    OdpowiedzUsuń
  19. jestem babcia 56 letnia i dostaję szału kiedy druga babcia namiętnie kupuje 5-letniej wnuczce czekoladę, chociaż wnusia jest na nią uczulona, argumentując, że dziecka nie można pozbawiać przyjemności - ręce opadają. Po każdej porcji czekolady wnuczka cierpi, ma wysypkę na całym ciele którą rozdrapuje i tworzą się rany. Żadne argumenty nie trafiają. :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim wypadku ja bym dziecku czekolady nie dała żeby nie cierpiało. Ja z moja mamą musiałam się ostro kłócić niestety bo nic nie rozumiała a tłumaczenia tym bardziej. Dziś i ja jestem babcią a wnusia ma 9 mies i nigdy do niej ze słodyczami nie pójdę. Jest tyle fajnych rzeczy do podarowania dziecku..

      Usuń
  20. Jeszcze jak się kupuje dobre jakościowo słodycze to rozumiem. Ale tak na prawdę owoce kupimy w dobrej cenie, a sa lepsze dla organizmu rozwijającego się dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ooo ja mogę dorzucić o tym, że jeszcze szalone było to, kiedy przychodzono z wizytą do niemowlaczka naszego, a ja dostawałam czekoladki.:D To był ten okres, kiedy chciałam jak najszybciej wrócić do wagi sprzed ciąży.:D W tym momencie najgorsze prezenty dla malucha to były misie i miśki, omakoo:D Najlepszy był z misi miś termofor (mr b) czy inne takie pomysłowe rzeczy. Też dostawaliśmy trochę rzeczy z Chin i to było niepokojące- nie chodzi o to, żeby dawać drogie prezenty, ale jakieś takie... mądre. Co do słodyczy dla dzieci absolutnie się zgadzam, naszym dziadkom też to trudno wytłumaczyć. Mam wrażenie, że problemy z trawieniem i jelitami nagminnie teraz, to może też przez łatwy-tani dostęp do tych słodyczy o kosmicznym składzie i przedziwnocukrów, jednak kiedyś jadło się chyba więcej owoców z braku opcji kupienia batona za grosze. Chociaż to pewnie tak sobie wkręciłam:D Marzę o tym, że moda na rozsądek się rozprzestrzeni, takie wpisy jak ten są potrzebne.:) Pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  22. Większość osób gdy przychodzi w odwiedziny do dziecka to daje słodkości.gdy ja idę do znajomych to z reguły daje jajko-niespodziankę (czekolada z tego jajka schodzi na dalszy tor bo najważniejsza jest zabawka) i owoce w tubce do wyciskania.

    OdpowiedzUsuń
  23. Napisze i ja coś od siebie. Gdy moje córki były malutkie nie kupowałam słodyczy wcale i nawet nie wołały o nie bo nie znały tego smaku, a ciasto upiekłam czasami. Natomiast jak mój brat nas odwiedził (rzadko bo raz może dwa razy w roku) przywoził jajka niespodzianki i dał po 3 czy 4 szt. A reakcja córek na to, że wujek Krzysiek przyjedzie była o jajka niespodzianki będą. Ja tych jajek nie kupowałam, bo po pierwsze drogie, a po drugie na to miejsce wolałam kupic cos innego. Denerwowało mnie bardzo jak moja mama mówiła, że ja nawet dzieciom lizaka nie kupie i że jestem wyrodną matką, ale po mnie to spływało. Próbowała pod moją nie obecność dawać lizaki i inne słodycze i kończyło się to kłótnią. Ze śmiechem wspominam po dzień dzisiejszy kiedy wujek przyjechał i dał córką po dużej milce. Starsza wzięła a młodsza powiedziała, że nie chce i nie wzięła załamana, że jajek nie ma :) Zaczęłam czasami kupować słodycze gdy córki miały ok 7 lat, ale to czasami a cola to wcale nie istniała. Na dzień dzisiejszy jak idę z córkami do dentysty do kontroli to słyszę, ale ładne zęby mają i dentystka mówi, że rzadko sie to zdarza już w takim wieku :) córki są w wieku 19 i 21 lat. A jeśli chodzi o kolorowanki i inne książeczki to byłam chyba najczęstszą klientką w księgarni, uwielbiałam tam chodzić ciągla po nowe :) Ale się rozpisałam.

    Jestem tu na blogu od 2 dni i czytam i czytam

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja w prawdzie nie mam swoich dzieci ale u mnie w domu nie ma ich praktycznie wcale a jak mam chęć na coś słodkiego to wolę sama sobie coś zrobić czy upiec lekkiego. Moim siostrzenicom kupuję książki,malowanki,wyklejanki. Raz kupiłam im jajko niespodziankę ale dlatego bo i tak nie jedzą za bardzo czekolady z tego jajka a za to uwielbiają zabawki które w nich są.

    OdpowiedzUsuń
  25. Mam mądrych dziadków, zawsze z owocami:)

    OdpowiedzUsuń
  26. U mnie jest ten problem na dodatek przez część rodziny jestem uważana za matkę dziwaczkę bo "żałuję mojemu dziecku słodyczy" No cóż...
    fajny wpis, nie wiem czy jest więcej na temat dzieci, ale jestem za :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Słodycza można kupić wszędzie. A żeby kupić zabawkę, książkę trzeba się wysilić i pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
  28. Przed każdymi świętami robię porządki w szafkach i wyrzucam górę słodyczy, którymi rodzina obdarowała moje dzieci w od poprzednich świąt. Na początku miałam wyrzuty sumienia, ale przełamałam się. Tłumaczę rodzinie, że moje dzieci nie jadają na co dzień słodyczy, nie upominają się o nie, bo nie są tego nauczone. Jedzą kiedy są poczęstowane, ale same po słodycze nie sięgają, chociaż są w ich zasięgu. Moje tłumaczenia nie odnoszą skutku, więc po prostu wyrzucam to czego sama bym dzieciom nie kupiła.
    Po ostatnim weekendzie z moim rodzicami młodsza córka najpierw pół dnia wymiotowała, potem ją jeszcze przeczyściło, chociaż już była na diecie lekkostrawnej. Organizm osłabiło jej to w takim stopniu, w tej chwili walczy z przeziębieniem :(
    Podpytałam starszą co jadły i wyszło, że jednego dnia: ptasie mleczko, dwa cukierki czekoladowe, ciasteczka i po batoniku. Jak trzyletni żołądek ma sobie z taką ilością wpakowaną w przeciągu kilku godzin poradzić?

    OdpowiedzUsuń
  29. Piekę ciastka z masła orzechowego i mąki pełnoziarnistej bądź z jabłek i płatków owsianych. Czasami szarlotkę lub muffinki. Ładnie opakuję i jest prezent. Zimą kupuje cytrusy. Latem owoce sezonowe. Misie,lalki i książeczki. Moja Mama za to dzwoni i kupuje ubranka bądź książeczki, a dla dziewczynek szyte są szmaciane lalki ;) Ale faktycznie wymaga to...czasu i chęci ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Moim zdaniem wszystko co z umiarem jest odpowiednie ☺także nie ma co przesadzać. Jaki dziecko nikt nie zabranial gościom przynoszenia słodyczy i nie byłam ani gruba, ani chora a moje uzębienie zdrowe i ładne do tej pory. Zwyczajny umiar i nawyk mycia zębów! !

    OdpowiedzUsuń
  31. My dajemy i dostajemy OWOCE :)
    Moje dzieci dopóki były głupiutkie to nie wiedziały co to czekolada czy lizak.....Przez starszą część rodziny uznawana jako wredna mama bo nie daję słodyczy a kuzynki pytały jak to robię, że mój dwuletni syn nie wymusza w sklepie lizaka :)

    OdpowiedzUsuń