czwartek, 26 lutego 2015

Ortoreksja, czyli kiedy jedzenie zaczyna być obsesją !




Decyzja zapadła, czas na zmiany. Koniec z drożdżówką na śniadanie, batonikiem z automatu, obiadem od "chińczyka". Postanowiłaś zmienić swoje życie, zacząć się zdrowo odżywiać, dbać o siebie.
Mówią jesteś tym co jesz.
Lekarze biją na alarm, szerzy się epidemia otyłości, cukrzycy, chorób krążenia. Z tym ZUS-em to też wielka niewiadoma. Na dzień dzisiejszy każą pracować do 67-go roku życia. Do tego służba zdrowia kuleje, więc trzeba dbać o zdrowie, aby nie siedzieć na starość w kolejce do lekarza, a być zdrowym, krzepkim staruszkiem.
Czytasz blogi o zdrowym odżywianiu, już wiesz co to węglowodany złożone, białko, zdrowe tłuszcze.
Z tą regularnością posiłków może być mały kłopot, ale coś się pomyśli i jakoś będzie. 
Początki są trudne bo ziemniaczka każą zamienić na kaszę, na mielonego krzywo patrzą, i tych warzyw tyle, że przechodząc obok lustra co chwila zerkasz czy rosną ci uszy.
Po pewnym czasie zaczyna ci się podobać. Okazuje się, że nowe, zdrowe jedzenie jest całkiem dobre. Poznajesz nowe smaki. Czytasz o wartościach odżywczych produktów i wpływie jedzenia na zdrowie. Na zakupach zwracasz uwagę na skład, uważnie czytasz etykiety. Po pewnym czasie ubrania zaczynają być za luźne, a ty fizycznie czujesz się bardzo dobrze. Schudłaś i jesteś z siebie dumna.


Zdrowy styl życia wciąga cię coraz bardziej. Coraz więcej czytasz. Nabierasz świadomości. Rozglądasz się za sklepem ekologicznym w swojej okolicy.
Jedzenie staje się twoją pasją, która wciąga cię bez reszty. Skrupulatnie planujesz co zjesz. Dzienne menu masz policzone z dokładnością do jednej kcal. Czas zakupów coraz bardziej się wydłuża, bo znalezienie "czystych" produktów zajmuje Ci coraz więcej czasu.
Zaczynasz patrzeć co jedzą koleżanki i udzielać im rad. Strofujesz, uświadamiasz jaką robią sobie krzywdę jedząc kanapkę z białego chleba z pasztetem.
Zaczynasz unikać spotkań ze znajomymi na mieście w obawie przed schemizowanym jedzeniem.
Boisz się wizyt u rodziny.
Zaczynasz mieć obsesję na punkcie jedzenia i produktów spożywczych. Potrafisz rozmawiać o tym godzinami. Edukujesz znajomych, którzy z czasem mają cię dość. W końcu zaczynasz się alienować.
Powoli zamykasz się w swoim świecie.




To co opisałam to jedna z możliwych dróg do ortoreksji, czyli obsesji na punkcie zdrowego odżywiania.
Ktoś mógłby powiedzieć, cóż w tym złego, przecież dbam o siebie, pilnuję tego co jem. To może mi tylko wyjść na zdrowie.
Tak właśnie postrzegają się ortorektycy. Że nic się nie dzieje, że to inni się trują, kompletnie ich nie rozumiejąc. Ale zobaczą za parę lat. Wtedy się przekonamy, kto miał rację.
Niestety ortoreksja to choroba. Taka sama jak anoreksja, czy bulimia i mimo iż bardzo ciężko jest powiedzieć to pacjentowi wprost, wymaga pomocy specjalisty psychologa.
Wiele osób się wtedy oburza, że dietetyk próbuje zrobić z nich wariata. Że kto jak kto, ale Pani to już powinna mnie rozumieć.
Są osoby, które zdają sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znalazły. U wielu dopiero z rozmowy, czy treści listu, da się wyczytać że coś idzie w niewłaściwym kierunku, a dana osoba powolutku wchodzi w ortoreksję. 
W podejściu do odżywiania, jak we wszystkim, trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek.
Mój 6 letni syn definiuje to w bardzo prosty sposób.
Zieloni żołnierze to dobrzy żołnierze. Czerwoni to źli.
Jeśli na polu bitwy znajdzie się dziesięciu zielonych i jeden czerwony, szybko go pokonają.
Ale jeśli czerwonych będzie dużo, to zieloni mogą mieć problem.
Paracelsus mawiał "Wszystko jest trucizną, i nią nie jest. Zależy od dawki".

Zdrowe odżywianie jest ogromnie ważne. Nasze zdrowie w bezpośredni sposób zależy od tego co jemy. Ważne są proporcje, jakość pożywienia, regularność, i wszystko to o czym piszę Wam każdego dnia. To nie ulega żadnej wątpliwości.
Ale pamiętajmy, że nasz organizm potrafi sobie świetnie radzić i świetnie dostosować się do sytuacji, w których przyjdzie mu się znaleźć.
Jeśli na co dzień odżywiamy się zdrowo, regularnie, a do tego trochę się ruszamy,  to nasz metabolizm funkcjonuje jak wielki piec, w którym jedzenie pali się jak w ogniu i zasila nas energią. Jeśli więc zdarzy nam się odstępstwo, to nasz metaboliczny piec doskonale sobie z tym poradzi.
Poradzi sobie z kawałkiem ciasta w słodką niedzielę, obiadem u teściowej, wieczornym wypadem z koleżankami, czy służbową kolacją. Nie odnotujemy tego ani na wadze, ani na zdrowiu.
Jeśli spotkasz się z koleżankami i raz na jakiś i czas zjesz coś niezdrowego, twoja wątroba zmetabolizuje te syfki. Nie obawiaj się, że po zjedzeniu kawałka pizzy na pszennym cieście i z niewiadomego pochodzenia serem, od razu zaatakuje cię chmara wolnych rodników i pouszkadza ci komórki.
Pamiętaj co mówił Paracelsus "wszystko jest trucizną i nią nie jest. Zależy od dawki".
Często dostaję maile w stylu:
*  idę na wesele, co ja  mam tam zjeść? może nie zjem tortu?
* poszukuję mleka kokosowego do twojego dania, a w tych które znalazłam u mnie w mieście są dwa "E". Co mam zrobić ? W sieci nie zdążę kupić, a tak mam ochotę dziś to zjeść ?
* zawsze w piątki wychodziłam z koleżankami potańczyć, co mam zrobić aby nic tam nie jeść, jak się przed nimi wytłumaczyć aby nie wyjść na dziwaka?
Przykładów mogłabym mnożyć mnóstwo. 
Widzicie w czym rzeczy ? Czerwony żołnierzyk ! Jak trafi się raz na jakiś czas, zostanie zrównany z ziemią, spalony w metabolicznym piecu.
Kochani, cieszmy się życiem, cieszmy się jedzeniem. Jedzmy zdrowo, bo od tego zależy nasze zdrowie, ale jeśli ktoś nas zaprasza do siebie, nie zachowujmy się jak dziwadła.
Owszem, jeśli na stole stoi napój słodzony aspartamem, nic się nie stanie jeśli poprosisz o wodę, ale jeśli gospodyni przygotowała wołowe zrazy, a ty nic nie zjesz bo to pewnie mięso z marketu, pełne hormonów i prionów które pewnie akurat u Ciebie wywołają chorobę Creutzfeldta – Jakoba to już jest przesada.
Widzicie różnicę ?
Przy okazji świąt, jak pisałam co i jak jeść, napisałam Wam abyście nie strofowali ciotek przy świątecznym stole.
I dziś też chcę o tym powiedzieć.  Ja mam zasadę taką. Jak mnie ktoś pyta, to odpowiem. Jak chce porady, to poradzę. Ale nic na siłę.
W życiu wyznaję zasadę: Żyj i daj żyć innym. Nie strofuj, nie pouczaj, nie zmuszaj to twojego toku myślenia.
Jak jeszcze pracowałam na etacie nie zaglądałam nikomu do talerza. To mi wszyscy zaglądali, bo dziwaczne rzeczy przynosiłam. I tak nawiązywała się dyskusja, ale ja jej nigdy nie wszczynałam. To zawsze ktoś pytał. A czemu tak ? A to zjadliwe ?
Na początku będziecie uchodzić za dziwaków, ale jak waga poleci w dół, a cera zacznie błyszczeć, zaczną Was naśladować ;).
Ech życie ;)

Wracając do meritum. Jedzenie ma być radością, ma nas odżywiać, dostarczać witamin i minerałów potrzebnych do tego, abyśmy byli silni i zdrowi.
Ale mamy też spotykać się ze znajomymi, z rodziną która nie zawsze będzie podzielała nasz światopogląd. Żyj i daj żyć innym. Jeśli chcesz aby ktoś szanował twój światopogląd, uszanuj jego.
Jeśli się alienujesz, uważasz że jesteś kimś lepszym bo jesz eko kurczaka, unikasz rodzinnych obiadów bo tam tylko ziemniaki i schabowy to idziesz w niewłaściwym kierunku.
Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie.
Jeśli jednak sprawy zaszły za daleko, a ty nie umiesz się przełamać, warto poszukać pomocy u specjalisty. To żaden wstyd. Wielką odwagą jest przyznać się przed samym sobą, że mam problem.
I wielką rzeczą jest dać sobie pomóc. 

Życzę wszystkim dużo zdrowia i dużo zdrowego rozsądku.



119 komentarzy:

  1. Małgosiu, nie wiem czy mi to nie umknęło, ale chciałam zapytać o słodką niedzielę. Wiadomo, że lepiej przygotować ciasto samemu a nie kupować. Mogę upiec np. sernik w malutkiej tortownicy 16cm ale i tak jesli moja rodzina zje po 1 kawałku z tej malej formy spora jego część zostaje. I co w takiej sytuacji? Zjeść od razu w niedziele po 2-3 kawałki, zostawić na kolejny dzień? Jak Ty to rozwiązujesz? Nie każde ciacho da się upiec w skali mikro a wiele z nich to lepsze rozwiązanie niż kupne ciacha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest ciacho kupne, z dobrej cukierni,
      i nawet jak ciasto z byle jakiej cukierni kosztuje 3 zł a z tej dobrej 10 zł to kup to za 10 zł,
      będziesz się delektować i nie zjesz więcej niż jeden kawałek,

      Usuń
    2. Można zamrozić ciasto.

      Usuń
    3. serniki świetnie się mrożą, można od razu je poporcjować i wyjąć odpowiednią ilość kawałków.

      Usuń
    4. nic się z nim nie dzieje, a odgrzane w piekarniku (no juz w ostatecznosci w mikrofali) jest nadal smaczne :)

      Usuń
    5. Ja to rozwiązuje w taki sposób, że piekę ciasto raz na 2 tygodnie i wtedy zjem np. te 2-3 kawałki a w kolejny weekend już nie piekę tylko zjem w niedziele np. 2 kostki gorzkiej, dobrej 85-90% czekolady. Ale ja piekę tzw. zdrowe, trochę "oszukane" ciasta typu z buraków, marchwi, z kasza jaglaną, sernik na zimno z serków dobrej jakości z dużą ilością białka czy ciasteczka owsiane z bananów, płatków owsianych i suszonej żurawiny. Raczej nie robię ciast ciężkich, z tłustym kremem itp. Uważam, że jak zjem te 2-3 kawałki nic mi się nie stanie i żyje a waga ma się dobrze :)

      Usuń
    6. Zawsze można też wziąć resztę do pracy czy na spotkanie ze znajomymi :) Albo zaprosić kogoś w niedzielę na kawę - chociażby rodziców.

      Usuń
    7. wydziwiacie. ja resztkę zawsze zjadam w poniedziałek zamiast przekąski. to drugi czerwony żołnierzyk :) czyli jeszcze nie armia :D

      Usuń
  2. Malgosiu dlugo siedzialas nad opracowaniem tego wpisu?Jest REWELACYJNY!!!:)Przebija z niego zrownowazony poglad na zdrowe odzywianie i zycie wogole.
    Dziekuje za niego!
    Trafia w sedno sprawy, mysle ze wielu osobom pomoze zawrocic w odpowiednim momencie z
    drogi prowadzacej do ortoreksji.
    D.W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Nie siedziałam nad nim długo ;) Takie posty, z serca, piszę bardzo szybko ;)

      Usuń
    2. mnie ten tekst też bardzo się podoba. I chyba podążam w złym kierunku.... Mam pytanie: mój mąż co 4 dni pracuje 12h na nocną zmianę (czyli np. poniedziałek 12h rano, wtorek 12h na noc, śr i czw wolne, pt 12h rano...). Jak powinien rozłożyć "posiłki" w nocy? Piszę "posiłki" bo do pracy zgadza się zabrać wyłącznie kanapki (więc pakuję mu tam wszystko co mam w lodówce: domowy keczup, pesto, zieleninę [sałata, rukola lub szpinak], wędlinę, warzywa, ser, jajko)

      Usuń
    3. je wtedy kiedy funkcjonuje więc także w nocy co 3 godziny

      Usuń
    4. Też uważam, że bardzo dobry wpis, a początek wręcz świetny :)

      Usuń
    5. Gdyby Gosia nie musiała odpisywać na głupie pytania pewnie byłoby więcej takich wpisów.

      Usuń
    6. Małgosia w ogóle świetnie pisze. Zawsze czytam z przyjemnością. Zawsze całość. Wciąga. A to nie jest reguła, zaglądam na wiele blogów. Masz talent!

      Usuń
  3. Małgosiu a na początku można zacząć od przerw miedzy posiłkami 2,5 h?

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za dobry wpis. Jestem takiego samego zdania. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność.
    Jedzmy zdrowo ale nie miejmy na tym tle bzika i tak jak piszą inni do ciebie o poradę, że "idą na spotkanie i nie wiedzą co tam mają zjeść" to lekka przesada, że nieraz aż nerwy biorą.
    JESTEM BARDZO Z CIEBIE DUMNA ☺☺☺Pozdrawiam Ewa Ł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę świetny post, nigdy wcześniej nie słyszałam o ortoreksji. Po przeczytaniu tego co napisałaś, wydaje mi się, że niestety jest całkiem spora grupka osób chorujących na tę przypadłość...

    OdpowiedzUsuń
  6. Małgosiu a co sądzisz o tabletkach ForeverSlim?podobno mają skład przyspieszający metabolizm i nie powoduje jojo po odstawieniu, same pozytywne opinie w necie, ufać im czy nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a kapcie rano przynoszą ?
      jeśli tak to biorę choćby z tego względu ?

      nic Ci nie pomoże bez zmiany odżywiania, szkoda kasy, nie kupuj,
      policz ile wydasz na kurację i kup sobie torebkę

      Usuń
    2. Ja ostrzegam przed wspomagaczami... Raz kupiłam jakiś specyfik z zielona herbatą na odchudzanie (nie ten akurat) i nie dość, że nic nie pomógł to jeszcze strasznie rozregulował mi się cykl miesiączkowy (do kolo 50 dni!). Szkoda się faszerować wg mnie. Pozdrawiam! P.S. Artykuł świetny. Nie wiedziałam, że istnieje taka choroba!

      Usuń
    3. Albo jakis ciuch sportowy! Jeszcze jak bedzie regularnie wykorzystywany to dopiero metabolizm przyspieszy!! :-)

      A jeśli już jesteśmy przy suplementach, chciałam zapytać o sok z aloesu, co sądzisz? Warto pić dla wzmocnienia odporności?

      Usuń
    4. warto, ale jako kurację powiedzmy przez miesiąc i stop

      Usuń
    5. Gosiu to nie jest kryptoreklama. http://www.kulturystyka.sklep.pl/p/2043/VITALMAX-HCA-160-kaps-370mg/ co sadzisz o tym suplemencie..... potrzebuje spalic tluszcz, silownia 4 razy w tygodniu (cardio - bieganie ok 30 min do 50 min. plus trening silowy) ale, wlasnie "ale" biore glucopharze 750 mg, nie wiem czy to nie za duzo dla mnie mam insulinoodpornosc, mam zamiar dopytac lekarza zanim wezme i kupie.

      Dodam ze diete trzymam dla cukrzykow. Zrobie wszystko zeby schudnac :(

      Usuń
    6. ja bym tego nie brała, kolejny wypłukiwacz portfela,

      Usuń
  7. Małgoś jak zwykle przewspaniały artykuł, poruszający sedno sprawy. Wielkie dzięki za wszystko.Pozdrawiam Ela z opola

    OdpowiedzUsuń
  8. O matko !!! To o mnie !! Dziękuję za poruszenie tego tematu . Chyba mi coś uświadomiłaś.....

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierwsze zdania jakby o mnie ;) Ale gdy przeczytałam całość, wiem, że jeszcze nie zwariowałam, jem zdrowo, zdarza mi się "zgrzeszyć", czasami doradzam innym, zwłaszcza jak zaglądają w talerz i na komosę ryżową mówią: "a co to za robaki", przy czym kolejny komentarz: "łe, jak zdrowe nie może być dobre", a po spróbowaniu: "o! jednak smakuje".

    I dzięki temu, że raz na jakiś czas jem słodkie, raz na jakiś czas jem coś z pszenicą, raz na jakiś czas wypiję alko - nie czuję, że jestem na diecie, a waga leci, leci. Uważam, że zdrowe i przede wszystkim regularne odżywanie ma sens. Mało tego, po jakimś czasie od przejścia na zdrową stronę mocy, zapomina się o czipsach czy innym badziewiu :)

    Dobry tekst - mam nadzieję, że otworzy oczy co niektórym.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny wpis, świadomy, pisany przyjemnym prostym językiem. Geinalne porównanie z czerwonym żołnierzykiem.
    Zdrowie psychiczne jest tak samo ważne. A takim sposobem jaki opisałaś na początku można się łatwo doprowadzić do społecznej marginacji.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny tekst :) wśród wielu ćwiczących w weeknd popularny jest tzw. cheat meal czyli małe co nieco w zdrowszym wydaniu, co mi się bardzo podoba bo małe odstępstwa pozwalają wytrwać w diecie. Każdy jest tylko człowiekiem i może mieć ochotę na coś mniej zdrowego ;) Mam dwa pytania: czy np. coś słodkiego z umiarem w sobotę i np. obiad u teściowej w niedzielę to nie będzie za duże odstępstwo? ;) czy w układanej przez Ciebie diecie będzie możliwość ujęcia zielonych koktajli (wraz z dodatkami typu chia, młody jęczmień, spirulina) oraz suplementacji białkiem (whey, wpc) po treningu, z tym, że nie chodzi mi o typową dietę dla sportowca.Biegam i ćwiczę bardziej dla zachowania dobrej formy aniżeli osiągania wyników sportowych. Jeśli jest taka możliwość to czy cena diety w związku z tym ulegnie modyfikacji, z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będzie ;) oczywiście pod warunkiem że nie wciągniesz całej blachy ciasta i podwójnej porcji bigosu ;)
      Tak jest taka możliwość. Cena jest inna.

      Usuń
  12. A jesli ltos popadł w druga stronę? Kiedys nie zwracalam uwagi na to co jem, ćwiczylam, żyłam i widzialam rezultaty. Odkąd zaczęłam zwracać uwage na to co jem, ile i w jakich odstępach czasowych to ciągle jestem głodna, nie mam energii na ćwiczenia i czuje sie gorzej. Jem co 2h, ciagle myślę o jedzeniu. Jak przygotowuje sobie posiłki do szkoły to ciagle o nich myślę ze je mam i musze to zjeść jak najszybciej. Nosze rozmiar 32/34, odkad czytam o jedzeniu zmieniło sie to i przytylam teraz mam rozmiar. 34/36, co mam w takiej sytuacji zrobić? pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mimo całkiem zdrowych nawyków żywieniowych nie jestem w stanie poprzestać na jednym kawałku pizzy ;) a przy okazji nie znam też nikogo, kto to potrafi.. jeżeli idę na pizze, to ją jem, a nie "uszczknę kawałeczek, tak dla smaku". I nie naszły mnie nigdy myśli, że od niej przytyję, a jeśli nawet, to cóż z tego? Można zrzucić. Nie wyobrażam sobie życia, jeśli miałabym się trząść nad każdym kęsem jedzenia i kalkulować nadwyżkę kalorii. Zdrowe odżywiania, jak najbardziej, praktykuję na co dzień, ale histeryczne reakcje na fast foody doprowadzają mnie do białej gorączki ;)
    Pozdrawiam, Karolina
    P.S. Moja mama ciągle się zachwyca Twoimi przepisami, Gosiu. Poleciłam jej bloga i teraz praktycznie nie ma rozmowy telefonicznej w stylu: "Zobacz na Qchennych inspiracjach jaki jest super przepis na makaron z warzywami tagliatelle, dzisiaj zrobiłam, pyszne!" ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Co sądzisz o mące pszennej pełnoziarnistej razowej? Jest dobra w zdrowym stylu życia?

    OdpowiedzUsuń
  15. Zdrowe odżywanie i ruch ma zbawienny wpływ na cały nasz organizm, ale nie można oszaleć, bo stres i alienacja jakich doświadczają ortorektycy są tak samo niezdrowe jak ciastko czy cola.

    OdpowiedzUsuń
  16. Sama prawda ja tak właśnie mam, ze skrajności w skrajność :/ trzeba znaleźć równowagę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo i to mnie dobija :/ Również muszę znaleźć równowagę :P Mąż pomału dziwnie na mnie patrzy ;)

      Usuń
  17. dziękuję bardzo za ten wpis:) to już drugi post o tej tematyce przeczytany przeze mnie w tym tyg. co uświadamia wagę problemu i dobrze, że jest o tym głośno:) mi samej pomaga w trudnych chwilach, kiedy przypomnę sobie takie słowa rozsądku:)
    Przy okazji mam też pytanie : od pon. zaczynam moją pierwszą pracę, co będzie dużą zmianą zmianą mojego dotychczasowego życia, również w aspekcie "żywieniowym" :) Wiadomo, do tej pory łatwo było wszystko zorganizować, jeść różnorodnie itp. I tu pyt: pracując od 7 do 15 dobrym rozwiązaniem będzie jedzenie na śniadania owsianki, granoli, jaglanki na zmianę codziennie? wtedy na drugie śniadanie mogłabym zabrać kanapkę (ok. godz. 10), a na kolejną przekąskę coś z warzyw i owoców (ok. 13) i obiad już około 16 w domu:)??Nie chciałabym jak większość pracujących jechać na kanapkach cały dzień :) Na pewno będzie to już bardziej monotonny schemat niż do tej pory, mniej koktajli (chyba, że wymyślę jakiś patent żeby jakoś je przechować do 2 śniadania) , ale wiadomo rano nie będzie czasu na wymyśle posiłki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież Gosi jadłospisy uwzględniają lunche dla pracujących! I większość z nich można spokojnie przygotować dzień wcześniej, a i różnorodności im nie brakuje. Nie rozumiem w czym problem.

      Usuń
  18. Właśnie wytkęłam koledze na lunchu, że je chińskie danie, które ma datę przedatności do grudnia, a kolega trzyma je w szafie;), w sumie codziennie mu mówie, że się truje;)...dzięki za przestrogi:) świetny artykuł p.s. Bardzo zmieniłaś moje życie, nie trzymam się kurczowo diety, ale balansuje ją i nauczyłam się, że nie tylko chipsy są pycha ;), ale także Twój dzisiejszy obiad! Schudłam 10kg i do celu zostało 5, dzięki Gosia jesteś wielka!

    OdpowiedzUsuń
  19. zerknij w moje przykładowe jadłospisy i propozycje dla osób jedzących lunch na zimno

    OdpowiedzUsuń
  20. jadłospisy są mi dobrze znane;) Tylko jeśli w domu ok.16 zjem sobie obiad ( z Pani propozycji na zimno, bądź na ciepło) to już chyba nie powinnam zabierać do pracy takich "posiłków", tylko właśnie 2 przekąski?:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo to życiowe... Ze mną jest było tak samo, choć z powodu zmiany diety i różnych innych niedobrych nawyków, nie tylko żywieniowych z rodzinnej "dziwaczki" awansowałam do "ona tak ma i tyle" i już nikt na siłę nie wpycha mi mięsa czy ziemniaków na rodzinnych obiadkach :)
    Jednak największym sukcesem jest przestawienie się mojej najbliższej rodziny (mąż + dwóch chłopaków) na tryb zdrowego odżywiania. W domu jadają to co robi mama i koniec. A efekty są powalające ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak się zastanawiam, bo tak się właśnie czuję wyalienowana i mam potrzebę trzymania ścisłej diety i ciągle myślę o tym co przygotować i kupić do jedzenia, ale u mnie powodem jest grzybica, której mam dość, bo już nie raz przez nią płakałam i czułam bezsilność. Czy jeśli z powodu choroby czuję, że nie mogę robić sobie ulg i nie jem produktów, których nie powinnam to też mogę mieć problem z ortoreksją?

    P. S. Ostatnio zostałam oskarżona o udawanie i efekt placebo, bo ktoś sieje w internecie plotkę, że nie ma czegoś takiego jak nietolerancja glutenu poza celiakią... To jest właśnie taki przykład człowieka, który nie daje żyć innym. Byłam całą imprezę wytykana palcami i męczona przez tą specjalistkę od glutenu... A ja jak przy grzybicy porzuciłam gluten (o czym już kiedyś pisałam u Ciebie w którymś z komentarzy), to poczułam się znacznie lepiej i trudno mi uwierzyć, że to efekt placebo.

    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie eliminowanie pewnych produktów ma związek z chorobą. To co innego.

      A co do tej imprezowej specjalistki to w ogóle się takimi osobami nie przejmuj. Oby nigdy nie musieli si zmagać z chorobą która wymaga tak wielu wyrzeczeń.

      Usuń
    2. "Byłaś męczona", bo się dajesz męczyć. Trochę asertywności, nie masz obowiązku nikomu się tłumaczyć z tego co jesz albo nie jesz.
      Fakt, że to chyba trochę takie trochę kobiece - żeby się tłumaczyć, przepraszać i usprawiedliwiać. A po co? Zobacz, facet powie, ze czegoś nie zje i koniec tematu. Nie tłumaczy, nie przeprasza, nie usprawiedliwia się i dlatego też nikt go nie naciska, nie docieka.

      Ja kilka miesięcy temu przestałam jeść słodycze, ot tak, bez powodu. Nie informowałam o tym nikogo, nie uprzedzałam z góry, że "o, mnie proszę nie częstować, bo nie jem słodkiego". Po prostu - jak ktoś daje cukierka, to biorę, dyskretnie chowam do torebki, a później oddaje zaprzyjaźnionemu łasuchowi :) Jeśli częstują ciastem to z uśmiechem mówię "nie, dziękuję", tonem uprzejmym, ale NIE PRZEPRASZAJĄCYM. Jeśli ktoś nadal nalega, dodaję tym samym tonem "dziękuję, nie jem słodkiego" ewentualnie "dziękuję, później" i wracam do przerwanej rozmowy, ucinając tym wszelką dyskusję. I wiesz co? To działa.
      Jeszcze się nie zdarzyło, żeby mi ktoś na siłę nałożył ciasta albo dopytywał z jakiego powodu nie jem.

      Usuń
    3. Małgosiu, dziękuję Ci bardzo za ciepłe słowa. Rzeczywiście dieta wymaga ogromu wyrzeczeń i nie życzę tego nikomu.

      Usuń
  23. Gosia, przychodzę z takim pytankiem. Jak długo można trzymać w zamrażarce kurki? Moje już tam siedzą dobre kilka miesięcy (na pewno z 4 msc) :/ Zastanawiam się, czy to trochę nie za długo? Nie wiem, czy mam je wyciągnąć i wyrzucić, czy zużyć do Twojego dania z soczewicą? Z góry dziękuję za odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, to chyba jednak je wyrzucę :/ Nie chcę się struć.

      Usuń
  24. Swietny tekst! Rzeczowo, konkrektnie i sensownie napisany. Zgadzam sie z kazdym zdaniem. Sama bylam na drodze do ortoreksji jakis rok, czy dwa lata temu, ale wtedy przeczytalam w sieci artykul o tym schorzeniu i puknelam sie w czolo. Staram sie prowadzic zdrowa kuchnie, ale bez obsesji. Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  25. Super blog :) Zamierzam wprowadzić w swoim menu Twoje jadłospisy i mam nadzieję, że uda mi się zrzucić moje nadprogramowe kilogramy. Mam już za sobą "przygodę" z dietetykiem niestety bez trwałych efektów.
    Mam pytanie czy zamiast proponowanych przez Ciebie przekąsek mogę np mojemu Mężowi dawać owoce (on nie ma w pracy możliwości spożywania koktajli czy sałatek owocowych itp), a jeśli tak to jakie porcje?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście,
      powiedzmy banan + 4 wafle ryżowe + sok np. marchwiowy

      Usuń
  26. Co jeszcze, oprócz spożywania 5 posiłków w odpowiednich odstępach czasu i regularnej aktywności fizycznej, mogę zrobić aby uregulować mój metabolizm ? W którymś Twoim komentarzu wyczytałam, że można to zrobić za pomocą zwiększenia ilości spożywanego białka przy zalkalizowaniu go dużą ilością warzyw lub owoców. Jak tą radę wykorzystać w praktyce ? Czy jest jakiś przelicznik do białka ?

    Przepraszam, że tak pytam ale niestety na razie nie stać mnie na zamówienie diety u Ciebie :( Z góry dziękuję za radę.

    Pozdrawiam serdecznie,
    stała czytelniczka bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zerknij sobie w post o metabolizmie. Jest w dziale Bądź Fit.

      Usuń
  27. Dopiero od niedawna zainteresowałam się zdrowym żywieniem i w tej chwili poznaje ten świat krok po kroku. Sprawia mi to naprawdę wiele przyjemności jednak rodzi również wiele pytań. Do problemów z ortoreksją jeszcze mi daleko, ale sądzę że ten wpis jest również odpowiedzią na bardzo wiele moich pytań. Mam jednak jedno, które wydaje mi się na tyle istotne że wolałabym to z kimś bardziej doświadczonym skonsultować. Mianowicie mam problem z rybą w diecie. Ponieważ nie jestem w stanie jej jeść, po prostu staje mi w gardle. Naprawdę nie wiem jak musiałaby być przyrządzona abym w ogóle to zjadła. Jestem jednak świadoma że to bardzo ważny składnik diety i czy być może jest możliwość zastąpienia jej czymś? Nadrobienia tego jakie zalety płyną z jedzenia ryby poprzez uwzględnienie czegoś innego w swoim żywieniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz jadła zdrowe tłuszcze, uda się zastąpić ryby. Głównie chodzi o kwasy Omega3. Jedz awokado, orzechy, migdały, pestki, oleje na zimno w pesto o winegretach.

      Usuń
  28. Super tekst! Ja mam takie znajome, od jakiegoś czasu tylko eko warzywa z ryneczku, chleb odstawiły bo gluten to zło, ogólnie chleba dobrego się nie da kupić wiec nie jedzą, na kolację proponują jakieś dziwne koktajle owocowo warzywne, słodycze tylko własne, przy najbliższej okazji słucham o jakichs E czy zaletach czegostam, strach im cokolwiek zaproponować, kupienie żurawiny trwa 30 min bo przecież trzeba kupić tą najlepszą. ..a mnie brakuje tego jak do butelki wina jadłysmy wspólnie tosty. ..:(

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja mam za tydz imprezę i nie zamierzam sobie odmawiać tortu czy innych przekąsek. Po prostu tego dnia będę lżej jadła przez cały dzień :), a później wrócę do swojego odżywiania. Co będzie to będzie :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Mnie już to dotknęło więc wiem o czym piszesz Małgosiu, całe moje dnie kręciły się wokół jedzenia to było chore o niczym innym nie myślałam, na szczęście w porę zdałam sobie z tego sprawę i powiedziałam STOP, od 5- dni funkcjonuje normalnie, przeraża mnie tylko to,że teraz nadrabiam i jem same nie zdrowe rzeczy. Boje się ze szybko wrócą mi kilogramy które utraciłam dlatego wypełniłąm formularz o diete i z niecierpliwością czekam na kontakt od Ciebie Małgosiu. Wierzę że mi pomozesz :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetny post :) Chciałabym zasięgnąć się pani porady w pewnej sprawie. Otóż mam 16 lat, zaczęłam się zdrowo odżywiać i systematycznie ćwiczyć prawie dwa lata temu, jednak wraz z tym zanikła mi miesiączka na długi czas. Podczas letnich wakacji odpuściłam sobie ćwiczenia ze względu na to, że i tak spędzałam bardzo dużo czasu w ruchu, zaczęłam też jeść te same produkty, co wcześniej, ale w większej ilości, a miesiączka wróciła. Utrzymała się regularnie przez trzy miesiące, po czym ponownie zaczęłam wykonywać 6 razy w tygodniu ćwiczenia, głównie wzmacniające mięśnie i czasem cardio- moim celem było delikatne wyrzeźbienie sylwetki. Niestety wraz z moim powrotem do regularnych ćwiczeń miesiączka znów zniknęła, od tego czasu minęło już ponad pół roku. Odstawiłam więc aktywność fizyczną, jem około 2000 kcal dziennie, jednak problem pozostał. Kiedy to nie przynosiło rezultatu, zwiększyłam w swojej diecie ilość zdrowych tłuszczów (większa ilość olejów roślinnych na zimno, orzechów, pestek, awokado, ryby), niestety mój stan nadal pozostał bez poprawy. Dodam, że ważę niewiele, bo ok. 45 kg przy wzroście 165 cm, jednak moja waga zawsze wahała się między 45-50 kg. Martwię się tym, czy może pani poradzić mi coś w mojej obecnej sytuacji? Byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam wizytę u ginekologa.
      Na moje oko ćwiczenia są za bardzo intensywne w stosunku do diety.
      Ile tych zdrowych tłuszczów jest w diecie ? I od jak dawna ?

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za odpowiedź :)
      Rozważałam wizytę u ginekologa, ale zastanawiało mnie to, że już raz kiedy przestałam miesiączkować, wszystko wróciło do normy po wprowadzeniu drobnych zmian, o których wspomniałam wcześniej i miałam taką cichą nadzieję, że może i tym razem sytuacja się unormuje, jednak póki co bez skutków.
      Też podejrzewałam, że to za sprawą ćwiczeń, więc jakieś 3-4 miesiące temu zaprzestałam aktywności fizycznej, ale to nie wystarczyło. :(
      Jeśli chodzi o tłuszcze, staram się jeść 2 lub więcej razy w tygodniu rybę, codziennie jem różne orzechy (przynajmniej garść), czasami pestki (dyni, słonecznika, sezamu), prawie codziennie spożywam awokado (myślę, że jakieś 30-50 g dziennie), ale w ostatnim czasie znacznie zwiększyłam też ilość spożywanych na zimno olejów, szczególnie rzepakowego (wtedy zjadam go w sałatce lub z warzywami w ilości jakichś 2-3 łyżek czasem codziennie, a czasem co parę dni). Większą uwagę na tłuszcze zaczęłam zwracać jakieś 2 miesiące temu.

      Usuń
  32. Dobry wieczór.
    Czy zgodnie z zapowiedzią można jeszcze dziś oczekiwać wycen formularzy z 29.01?
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  33. Bardzo dobry wpis! Widzę że coraz więcej osób wpada w ten ''nałóg'' a od niego bardzo prosta droga do anoreksji czy bulimii. Sama to przeszłam i wiem już jak ważne jest aby wszystko w życiu bilansować i robić z umiarem. Równowaga i praca nad psychiką to coś czego należy się nauczyć przed podjęciem jakiekolwiek z diet o bez tego każda dieta po czasie schodzi na manowce...

    OdpowiedzUsuń
  34. Pani Małgosie wspaniały wpis. Mam pytanie przeczytałam wszystkie Pani posty , lecz wciąż nie wiem jak zacząć ? Jak zacząć zdrowo się odchudzać ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, w twoim imieniu opadły mi ręce i wszystko inne...

      Jak zacząć??? Policzyć swoje zapotrzebowanie kaloryczne ze wzoru, do którego link Gosia umieszcza PRZED KAŻDYM tygodniowym jadłospisem, a potem jeść to co jest w jadłospisie.

      W międzyczasie nauczyć się czytać ze zrozumieniem...

      Usuń
  35. Biorę sobie do serca przestrogę i chyba przestanę koleżankom z pracy tłumaczyć jak zły jest syrop glukozowo-fruktozowy... A tak mi sie wydawało że im życie ratuje ;-)

    OdpowiedzUsuń
  36. Trafny artykuł. Warto, aby na co dzień pamiętać o zdrowym rozsądku, nie tylko w kwestii jedzenia :).
    PS. Co sądzisz o occie jabłkowym? Czy polecasz picie go jako napój z wodą i miodem rano, na czczo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam o occie. Artykuł jest w dziale Trochę Zdrowia

      Usuń
    2. Dziękuję, wcześniej na niego nie trafiłam :)

      Usuń
  37. Witaj.
    Ja mam taki problem ze chce troche schudnac jednak nie mam pojecia jak dopasowac ilosc tlusczy czy weglowodanow w diecie. Czasem wydaje mi sie ze jem za malo bialka a za duzo chleba, makaronow, itp. Zastanawiam sie czy zawsze w kazdym posilku musza sie znalezc wszystkie skladniki (zwlaszcza weglowodany) czy np na 1. przekaske mozna zjesc kanapke z serem a na 2. tylko jablko i mandarynke. Czy warzywa/owoce musza byc w kazdym posilku czy wystarczy jak do obiadu i np. kolacji zjem wieksza porcje zeby zaspokoic dzienne zapotrzebowanie? Eh, trudne to troche...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia zamieściła ponad 50! tygodniowych, prawidłowo zbilansowanych, rozpisanych szczegółowo jadłospisów, a ty dalej nie wiesz jak jeść? No ludzie, litości...

      Usuń
  38. Małgosiu śledzę Twojego bloga od dawna, ale dzisiaj pierwszy raz czytałam Twój tekst jakby był pisany centralnie do mnie :) Co prawda nie popadam jeszcze w skrajności, o których mowa w tym wpisie, ale momentami mam wrażenie, że zdrowy styl życia stał się już trochę moją obsesją. Generalnie jest mi bardzo dobrze z moją zmianą nawyków, poza wymiernymi rezultatami w postaci utraty wagi, czuję się lżejsza, zdrowsza, po prostu szczęśliwsza z tym, że dbam o siebie i o to co jem. Staram się znaleźć balans pomiędzy jedzeniem zdrowo a cieszeniem a cieszeniem się jedzeniem. Jednak momentami widzę, że troszkę się w tym zatracam, łapię wyrzuty sumienia jeśli zjem coś niezdrowego. Zauważyłam też, że zaczynam zaglądać innym w talerz i nawet jeśli nie skomentuję głośno, to w duchu zdarza mi się myśleć z wyższością jak bardzo dana osoba się myli jedząc w taki a nie inny sposób. Zaczęło mi to już ciążyć, a Twój tekst był trochę jak czerwona lampka, otrzeźwił mnie i skłonił do przemyśleń. Od dzisiaj postanowiłam, że postaram się wrzucić na luz! Dziękuję :)
    Jest natomiast inna kwestia która bardzo mnie nurtuje i liczę na Twoją radę. Od czasu zmiany moich nawyków, czyli od jakichś dwóch lat jem bardzo dużo warzyw i owoców (kiedyś one praktycznie dla mnie nie istniały). Teraz jem je na ciepło, zimno, surowo, zainwestowałam nawet w wyciskarkę wolnoobrotową i pijemy z mężem dużo owocowo warzywnych soków. Czułam, że naprawdę dbamy o swoje zdrowie. Jednak jakiś czas temu natknęłam się na artykuł o pestycydach i idąc za ciosem zaczęłam trochę więcej na ten temat czytać. Włos dosłownie zjeżył mi się na głowie i zaczęłam się serio zastanawiać, czy przez ostatnie miesiące dostarczyłam sobie więcej witamin i minerałów czy może więcej chemii? Zaczęłam również część warzyw i owoców myć w sposób o jakim przeczytalam w jednym z artykułów - mianowicie oprócz zwykłego umycia pod bieżącą wodą płukam je najpierw w wodzie z octem a potem w wodzie z sodą oczyszczoną. To podobno pozwala pozbyć się przynajmniej części pestycydów. Jednak cały czas mam wątpliwości czy to faktycznie coś daje i chciałabym poznać Twoje zdanie w tym temacie. Domyślam się, że najlepiej byłoby kupować warzywa i owoce od znajomych rolników albo w sklepach ekologicznych, ale nie ukrywam, że mnie na to nie stać, dlatego zostaje okoliczny targ, ewentualnie lidl. Chciałabym wiedzieć Małgosiu co myślisz na ten temat i jak pogodzić zdrowe jedzenie warzyw i owoców ze zdrowym rozsądkiem :) Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu bardzo czekam na Twoją opinię odnośnie pestycydów :)

      Usuń
    2. hej Małgosiu, nie wiem czy mój wpis umknął w gąszczu innych, ale przypominam się, bo bardzo mi zalezy na Twojej radzie.

      Usuń
    3. Wszystko należy dokładnie myć i obierać ze skórki. Pestycydy siedzą w skórce więc należy ją usunąć. Owszem straty witamin sięgają wtedy 25 % ale nie zjadamy chemii.

      Usuń
    4. Małgosiu, jeśli mogę obrać to jasne, ale co z selerem naciowym, papryką, truskawkami, borówką amerykańską, szpinakiem, jarmużem itp.? Nie chcę z nich rezygnować ale sama nie wiem czy jedząc te rzeczy robię dla siebie więcej dobrego czy złego :/ a co myślisz o myciu w wodzie z octem a potem z sodą? spotkałaś się z taką metodą? ma to według Ciebie jakiś sens? pozdrawiam!

      Usuń
    5. woda z octem i sodą jak najbardziej tak, to świetna metoda,
      pestycydy wypłukują się w wodzie więc moczenia np. sałaty daje dobre rezultaty

      Usuń
    6. dziękuję Małgosiu :) teraz przynajmniej wiem, że te moje zabawy (z których mój mąż się ciągle śmieje) w moczenie warzyw i owoców mają sens :)

      Usuń
  39. moze Pani powiedziec ile kcal ma cale awokado (ok.200g)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. średnie awokado ma ok. 140 g i ok. 160 kcal

      Usuń
    2. ale rozumiem, ze to waga bez pestki?bo mam w domu,wydaje mi się, małe awokado a waży ok. 190 g dlatego się zdziwiłam.

      Usuń
  40. Bardzo przydatny i mądry wpis który niestety dotyczy mojej osoby. We wszystkim nie pomaga też rodzina, zwłaszcza gdy przychodzi patrzeć jak dominują dla nich czerwoni żołnierze i rodzice od rana do wieczora faszerują małe dziecko samą chemią i słodyczami bez żadnego pełnowartościowego posiłku.

    OdpowiedzUsuń
  41. Małgosiu, przejrzałam przykładowe cenniki jadłospisów, ale nie znalazłam tam diet wegańskich. Piszesz też jadłospisy dla wegan?

    OdpowiedzUsuń
  42. Małgosiu, jesteś wspaniała.:) Wczoraj znalazłam Cię przypadkiem, szukając przepisu na kluseczki orkiszowe. Mało nie zaspałam dziś do pracy:) Świetna strona. Ulubiona już pewnie na zawsze. Zdrowo, ale bez schizy:) Już byłam gotowa dzieciom i mężowi serwować tylko chipsy z jarmużu i marchewkę, po przeczytaniu jak wszystko nas zakwasza.
    Mam jedno pytanie. Przy którymś z postów, chyba w komentarzu napisałaś, że przy refluksie lub chorobie żołądka czy nadkwasocie nie polecasz rano wody z cytryną tylko samym miodem. Z tego co wiem i u Ciebie też czytałam cytryna ma właściwości alkalizujące i wiele osób właśnie wodę z cytryna na czczo poleca przy tym schorzeniu. Mam przepuklinę przeponową i nadkwasotę - nie dałam się jednak zaleceniom lekarza - białe czerstwe pieczywo, zero surowych owoców i warzyw, Helicid i Gasprid do końca życia. Odstawiłam leki, jem chleb orkiszowy, grahamki, wszystkie warzywa i owoce. i czuję się dobrze. Zgaga minęła. Rano piłam wodę z sokiem z cytryny, ale piszesz, że nie można:) Dziś zrobiłam więc kisielek z siemienia, bo podobno najlepiej wypić go na czczo. Ale już sama nie wiem. Co korzystniej wypić po przebudzeniu - wodę z sokiem czy siemię? Ciepłe uśmiechy i cichutkie dziękuję. Podziwiam osoby, które tyle bezinteresownie robią dla innych. Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do wszystkiego trzeba podejść indywidualnie. Jeśli Ci nie szkodzi, dobrze się czujesz, możesz pić. Są osoby którym nie służy dlatego lepiej dmuchać na zimne niż powiedzieć pij, a potem jest kłopot ;)

      Usuń
  43. A mi się wydaje, że jeden wątek został potraktowany trochę po macoszemu a jest bardzo istotny. A mianowicie blogi m.in. takie jak Twój. Nie zrozum mnie źle jest świetny, często korzystam z rad i przepisów, są pyszne i całej mojej rodzinie smakują. Ale tego rodzaju blogi, promujące non stop i bombardujące informacjami o zdrowym jedzeniu nie są bez znaczenia. Jak grzyby po deszczu pojawiają nie nowe blogi, wszędzie fit, wszędzie eko, wszędzie zdrowo. To jak nie ma to wpłynąć na nasz sposób odżywiania. Jak non stop Ci piszą/mówią że musisz się zdrowo odżywiać, tu unikać glutenu mimo ze z jego nietolerancja nie masz nic wspólnego, ze najzdrowsze są jagody goji, komosa ryżowa, topinambur i inne korzonki. I potem idzie taki człowiek napakowany wiedza na obiad do mamusi czy teściowej i nic nie tknie bo on się boi ze to nie jest fit i zdradzi wzorce zdrowego odżywiania. Wiec nie wiem czy to nie lekka hipokryzja kiedy blogerzy promujący zdrowe jedzenie piszą potem o uzależnieniu od zdrowego jedzenia i stylu życia. To wy niejako dajecie nam wzorce i nakłaniacie do zmian.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jesteś nowym czytelnikiem i nie do końca znasz mnie ;)
      Poczytaj inne moje artykuły, komentarze pod postami a dowiesz się jaki mam stosunek do żywienia.

      Usuń
    2. Tylko dopowiem-tak,masz racje ze wiekszosc blogow o jedzeniu popycha nas w skrajnosci, ale nie ten... wlasnie to w nim lubie-umiumiarkowanie, rzetelna wiedze i fakt, ze wskazania Gosi kazdy, niezależnie od wieku, w dosc latwy sposob moze je zastosowac. My wlasnie testujemy jedzenie słodyczy:)) hehe ....ale tylko raz w tygodniu a dzieci 2 razy. Na ktorym blogu przeczytasz, ze dzieci blogerki moga jesc slodycze 'ile wejdzie' ale raz w tyg. Nasze dzieci poki co sa zachwycone pomyslem i od dwoch tyg w dni powszednie nie jedza wcale slodyczy. Sama sie dziwie. Nagroda czeka w niedziele:). U Gosi wszystko 5 przejdzie:) ale z umiarem. Czesto przeczytasz - raz w tygodniu nie zaszkodzi.

      Usuń
    3. Ale spokojnie, nie miałam nic złego na myśli. Jak sama wspomniałam blog jest super, fajne przepisy, świetne i fachowe porady. Absolutnie jestem daleka od krytyki tego bloga bo często z niego korzystam. Chodzi mi o pewna tendencję. O to, ze jak grzyby po deszczu rosną nowe blogi, wszędzie znajdziesz porady jak to odżywiać się zdrowo, wyrzucić cukier. pszenice, mleko bo to zło najgorsze, żywimy się tylko w domu i to co przyrządzamy ma być eko. To jak się czyta takie porady - nie mówię że tutaj żeby było jasne :) to co taki człowiek ma zrobić? popada w skrajność. Zaczyna jak w amoku wyrzucać wszystko co "zakazane", panicznie bojąc się cokolwiek zjeść bo może to nie jest fit i eko. I jak powstaje paranoja, która jest podkręcana. Sama jestem jej ofiarą, niestety. Zdrowe odżywianie, chudnięcie wymknęło mi się spod kontroli powodując, że dziś obsesyjnie myślę o zdrowym jedzeniu, jestem uzależniona od ćwiczeń (jakkolwiek to nie brzmi) i wiem jak ciężko z tego wyjść i przestawić się na normalne myślenie typu " pizza mnie nie zabije i nie czyha na moje życie". Obsesyjne mydlenie o zdrowym żywieniu zniszczyło mi życie i może się wydawać, że to fajna sprawa być fit ale trzeba bardzo uważać. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    4. Przesada w żadną stronę nie jest dobra. A to, że ktoś się łatwo "wkręca" to już kwestia psychiki a nie blogów.

      Nie chodzi o to, żeby popaść w skrajność, tylko uświadomić, w czym np. razowe pieczywo jest lepsze od białego i pokazać, że nie jest wcale takie skomplikowane do zrobienia w domu. Zauważ, że u wielu ludzi świadomość na temat zdrowego żywienia jest katastrofalna - nauczeni w domu, że ciastko robi się z mąki, masła i cukru nie przypuszczają, że sklepowe składa się np. z syropu glukozowo-fruktozowego i tłuszczu palmowego ani nie wiedzą co jest złego w tych składnikach. Blogi pomagają tę wiedzę szerzyć, ale grunt to nie dać się zwariować. Całkiem eko i fit i tak się nie da jeść, choćby dlatego, że nawet najbardziej ekologicznie uprawiane warzywa i tak rosną w zanieczyszczonym powietrzu :)

      Usuń
  44. Małgosiu co sądzisz o jęczmieniu młodym zielonym?? Ostatnio czytałam o jego właściwościach odchudzających?? Czy to prawda??

    OdpowiedzUsuń
  45. Kolejny świetny artykuł :) ale jednak chyba aż tak bardzo mnie nie dotyczy, bo czasami pozwalam sobie na zjedzenia orzechów ziemnych - bo lubię, gorzkiej czekolady, czy pizzy raz na jakiś czas.. Choć przyznaję, że jak gdzieś wychodzę to zastanawiam się nad tym, co tam zjem, bo na pewno nie będzie nic z tego, co ja jem.. Muszę nad tym popracować - raz na jakiś czas zjedzenie czegoś tradycyjnego nie zaszkodzi, a wręcz może pomóc :) przed nami Wielkanoc :)
    A tak poza tematem, czy planujesz może Małgosiu jakiś post o posiłkach przed - i po treningu, w zależności od pory dnia, np. przy wieczornym treningu?
    I jeszcze mam pytanie, przeczytałam, gdzieś w komentarzach, że nie wolno łączyć jogurtów, maślanek, kefirów z cytrusami, to prawda? Bo ja przed chwilą zjadłam jogurt z miksem, z pomarańczą i połową jabłka startego i nie wiem, czy dobrze zrobiłam.. Czasami też zdarza mi się wypić koktajl z produktem tego typu i z bananem, pomarańczą.

    OdpowiedzUsuń
  46. Małgosiu, czy picie PHYTOLIFE to dobry pomysł ? Czy naprawdę jest taki wartościowy dla naszego organizmu ? Proszę o rade:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma fajny skład. Można popić, aczkolwiek mnie nie ciągnie.

      Usuń
  47. Małgosiu,
    pisałam Ci ostatnio na maila o moich badaniach na obecność candida, z których wynika, że wykryto ich średnio liczną obecność. Lekarz stwierdził, że grzyby 'nie powodują takich objawów' (wzdęcia, gazy, bóle, ciągłe zmęczenie, problemy z koncentracją, tycie bez powodu...). Mimo to od kilku dni odstawiłam całkowicie cukier i powoli ograniczam gluten. Moje samopoczucie powoli się poprawia. Czy myślisz, że powinnam olać to jego gadanie i robić swoje? Czy możesz polecić jakieś probiotyki, którymi powinnam wzbogacić kurację?
    Pozdrawiam,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie że olać gadanie. Oj jak ja słyszę co niektórych lekarzy to ręce mi opadają.
      No ALE, jeden skończył medycynę na 5, a inny ledwo zdał. Obydwaj leczą, obydwaj mają gdzieś pracę. Na którego trafisz ? Loteria. Dyplomu z oceną nie pokazują.
      Z probiotyków polecam Acidolac.

      Usuń
    2. Dziękuję Małgosiu. Przez chwilę już zaczynałam wątpić w sens tych wszystkich wyrzeczeń. Ale teraz wiem, że jak sama się o swoje samopoczucie nie zatroszczę, to nikogo innego obchodzić ono nie będzie. Robię swoje :)

      Usuń
  48. Świetny post! Podoba mi się Twoje podejście do odżywiania, bo jest "zdrowe", w sensie, że nie przeginasz w żadną stronę. Twoje rady są bardzo praktyczne i życiowe. Wspaniały blog.

    OdpowiedzUsuń
  49. Bardzo cieszę się z tego wpisu. Sama od lat cierpię na ortoreksję, byłam przez nią nawet hospitalizowana. Teraz walczę z tą straszną chorobą. A walka jest ciężka: terapia, codzienne przełamywanie lęków (obowiązkowe codzienne słodycze, chipsy, pizza itp.). Plus ratowanie wyniszczonego organizmu. Nikomu tego nie życzę!

    OdpowiedzUsuń
  50. Masakra.. Wiadomo, że zdrowe jedzenie jest ważne, ale nie popadajmy w skrajność. Raz na ruski ok można zjeść przecież dobrze gatunkowego burgera :P

    OdpowiedzUsuń
  51. Pouczający artykuł, zwłaszcza fragment o czerwonym żołnierzu :-) Kiedyś może otarłam się o ortoreksję, ale z tym się żyć nie da. Trzeba mieć dużo wolnego czasu, mało obowiązków, żadnych pasji, poza nic nie robieniem, bo nie wyobrażam sobie podporządkowania wszystkich spraw życiowych, odsunięciu na bok problemów, by poświęcić się tylko myśleniu o jedzeniu i komponowaniu potraw. To nudne i niepraktyczne.
    Owszem, sprawdzam wagę porcji i przeliczam kalorie, kiedyś częściej – teraz bywa, że wystarczy rzut oka na porcję lub produkt. I raczej nie debatuję przy półkach sklepowych, bo przeważnie kupuję już sprawdzone produkty. I nikogo nie terroryzuję swoim „programem” jedzenia. W efekcie ja noszę obcisłe ciuchy, a moje znajome noszą oponki z sadła, ale skoro im to nie przeszkadza...
    Będąc w gościnie zawsze coś dla siebie znajdę „w sam raz” - czasem jest to impuls/chciejstwo, czasem czysta kalkulacja – bo wiem, co w tym jest. I zawsze głośno chwalę gospodynię, a wtedy wiadomo - dostaję dokładkę ;-) Gorzej mają moi goście, bo oferuję mi tylko takie papu, jakie sama z chęcią jadam, a nie podoba się, to zawsze mogą w drodze powrotnej wstąpić do McDonalda ;-P
    No i tych czerwonych żołnierzy zdarza mi się popełniać kilka razy w tygodniu, ostatnio był to kopiasty kalafior z prawdziwą bułką tartą na masełku, jajecznica na kiełbasie i udko z pyszną chrupiąca skórką, a także zupa pieczarkowa z razowym makaronem pełnoziarnistym na prawdziwych „oczkach”. I co? I waga poooszła… pół kg w dół!
    Małgosiu??? A czy codzienny listek gorzkiej czekolady pojadany z waflem ryżowym jest czerwonym żołnierzem? Obyć się bez tego nie mogę, bo to niebo w gębie w porównaniu z obrzydliwymi Snickersami, Marsami czy Lionami. Napisz proszę, że to zielony żołnierz ;-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  52. Super blog. Dużo ciekawych informacji. Blog warty polecenia.

    OdpowiedzUsuń
  53. Dzień dobry. Mam na imię Wiktoria mam 15 lat, jeszcze w lipcu ważyłam 53 kilogramy a obecnie ważę 41. Czy moja waga spadła zbyt szybko? Zaczęłam jeść dziennie po 500-800 odżywiam się dosyć zdrowo, słodycze jem raz na miesiąc. Ja wiem że ta "dieta" nie jest dobra ale ja już za bardzo się przyzwyczaiłam i każdego dnia boje się że jak zjem ponad 800 kalorii to moja waga pójdzie w górę i że przytyje. Co mam zrobić by pozbyć się tych obaw? Bardzo proszę o odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj mój tekst "im mniej jesz tym bardziej utyjesz". Jesteś w okresie dojrzewania i ta kaloryczność którą zastosowałaś jest za niska. Przypuszczam że nie miesiączkujesz.
      Miesiączkujesz?

      Usuń
    2. Wiktorio, wiem, że to trudne, ale JAK NAJSZYBCIEJ udaj się do specjalisty! Mam na myśli psychiatrę, ew. psychologa. Nie daj się anoreksji, to straszna choroba! Trzymaj się dzielnie!

      Usuń
  54. Świetny tekst.. Dziękuję i pozdrawiam. Stała czytelniczka Iwona

    OdpowiedzUsuń
  55. Mnie znajomi chyba trochę uważają za dziwaka z tego powodu.. Tyle, ze ja jestem na diecie antygrzybiczej i nie mam za bardzo ochoty komukolwiek mówić, że w mojej diecie nie chodzi mi o zrzucenie kg tylko o walke z grzybica. Nie mam nadwagi, wiec to ze w biurze notorycznie odmawiam prawie wszystkiego pewnie jest odbierane jako fanaberie, zwłaszcza jeśli ciastko proponuja pulchniejsze koleżanki. Czuje się przez to trochę wyalienowana, bo wszyscy wokół kawka, paczek i śniadanie z macdonalda, a ja tylko wyciągam to swoje awokado i male plastikowe pudełka z kasza jaglana... I co poradzić? Ja nie mogę sobie robić chyba żadnych cheat days.. Prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle się tym nie przejmuj. Nie masz obowiązku tłumaczenia się komukolwiek z tego co jesz.

      Usuń