piątek, 4 września 2015

Rewolucja w szkolnych sklepikach! Popierasz czy jesteś przeciwko?



Temat asortymentu sklepiku w szkole mojej córki jako członek rady rodziców poruszyłam już rok temu. Wtedy zostałam zakrzyczana że dzieci mają prawo jeść chipsy, słodkie bułki, lizaki i popijać to wszytko colą i słodkimi sztucznie barwionymi napojami. Na tym polega dzieciństwo.
Jak to mówią, kijem Wisły nie zawrócisz. Zostało po staremu.

Jak to jest z tymi słodyczami?

Są rodziny w których słodycze są na co dzień i na zasadzie "ile chcesz i jakie chcesz". Wiem że są dzieci które nie dostają do szkoły tzw. śniadaniówki a po prostu kasę w kieszeń i mają sobie w szkole radzić. Wielokrotnie odwożąc córkę do szkoły widziałam otyłe dzieci niosące w foliówce colę i pączki czy drożdżówki.
Są też rodziny w których słodycze są od czasu do czasu, w wydzielone dni, mocno selekcjonowane co do jakości i ilości. Takie dziecko "wychodząc z domu" ma zbudowany pewien system wartości jeśli chodzi o żywienie. Ale oprócz tego co rodzice wpoili w domu, jest jeszcze coś co dla dziecka, ba! .... dla każdego człowieka jest kwestią bardzo istotną, a mianowicie poczucie akceptacji.Wielu dorosłych ma z tym problem, a co dopiero kilkuletnie dziecko zwłaszcza na starcie swojej szkolnej przygody.
Dziecku trudno jest odmówić koleżance która mówi "nie zjesz, nie smakuje Ci ode mnie, nie lubisz mnie?". Dziecko nie chce odstawać. Nie chce być z boku podczas gdy cztery koleżanki jedzą cukierki na które zrobiły zrzutę. Jak to mówią "jak wchodzisz między wrony, kraczesz jak i one". Takie jest życie. Nieustannie uczmy nasze dzieci asertywności i tłumaczmy bo to zaprocentuje na przyszłość. Póki co od 1 września wspierać nas w tym będzie nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia.

I jest burza!

Sklepiki wymiotło z większości szkół jak po przejściu tsunami.
Przygotowując się do napisania tego artykułu przejrzałam co pisze się w sieci na temat tych zmian.
Jedni rodzice są zachwyceni, drudzy oburzeni że ich dziecko nie będzie mogło w szkole kupić chipsów, no i są też sami właściciele sklepików, wściekli że przez nowe przepisy musieli zamknąć działalność bo przestała być opłacalna tzn. oni przewidzieli że prowadzenie sklepiku według nowych zasad jest skazane na niepowodzenie. Dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan powiedziała że nowe przepisy to kolejny projekt który pomija aspekt gospodarczy.
Rozumiem argumenty przedsiębiorców. Oni patrzą na zysk. Postępująca u dzieci kandydoza, problemy ze skupieniem uwagi czy otyłość to nie jest ich zmartwienie. Rozumiem też Panią z Lewiatana bo dla niej liczy się dobro przedsiębiorców. Ale czy rozwój małej przedsiębiorczości ma się odbywać kosztem naszych dzieci? Dziecko pozbawione rodzicielskiej kontroli to klient idealny. Łasy na kolorowe i słodkie. A że słodkie uzależnia to interes kręci się doskonale.

Wszystko bez sensu!

W sieci spotkałam się z opinią jednej z właścicielek sklepiku że prowadzenie tego biznesu na nowych zasadach jest bez sensu?
Limit 10 gramów cukru i tłuszczu na 100 gramów produktu, oraz limity na sól przekreślają cały dotychczasowy asortyment sklepików. Ale produktów z ilością poniżej tych norm jest całe mnóstwo. Pysznych i fajnych, które wielu dzieciom zasmakują jeśli tylko będą miały szansę spróbować. Ale trzeba szukać, a to męczy i jest bez sensu.
Ja uważam że można zaoferować dzieciom naprawdę ciekawą ofertę. Trzeba tylko chcieć

Jak oceniam zmiany ?

Bardzo pozytywnie. I z mojego punktu widzenia uważam to za krok milowy w rozwoju naszego społeczeństwa. Z drugiej strony nawyki wynosi się z domu. To nie szkolny sklepik spowodował że polskie dzieci są w czołówce otyłych w Europie, a żywienie domowe.
Za nową ustawą powinna pójść edukacja, aby dzieci zrozumiały czemu te zmiany mają służyć. Tę edukację powinna zapewnić szkoła, za pieniądze z Ministerstwa Edukacji. Moja córka mówi że jej koleżanki nie rozumieją dlaczego zaszły zmiany w szkolnym sklepiku. Dziecko widzi że ktoś mu coś zabrał, a nie wie dlaczego?

A Co Wy myślicie o nowych przepisach?
Jak wyglądał szkolny sklepik przed nowelizacją ustawy a jak teraz?




131 komentarzy:

  1. Ja mieszkam w Szwecji gdzie nie można nosić słodyczy do szkoły i wg mnie to jest super. W PL jest bardzo dużo otyłych dzieci (ja takim byłam dlatego dzisiaj zmagam się z nadwaga). To jest straszne co można kupić w tych sklepikach. Oprócz np dobrej jakościowo czekolady stoi pizzerka z jakiegoś podłego ciasta z seropodobnym produktem. Oby to zmieniło świadomość dzieci i co najważniejsze rodziców. Gosiu a oprocz slodkiej niedzieli jak Twoje dzieci jedza słodycze? Moga cos w tygodniu? Jak to wygląda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogą w tygodniu ale nie chipsy i batony.

      Usuń
    2. A może podasz Małgosiu jakieś przykłady zdrowej alternatywy?

      Usuń
    3. Też mieszkam w Szwecji i tutaj faktycznie jest o wiele mniej otyłych dzieci, ale również dorosłych (są osoby w wieku 45-50 lat, i są szczupłe nie miewają oponek i innych dodatków do sylwetki) poza tym społeczeństwo nastawione jest na aktywność fizyczną i zdrowe zywienie już w przedszkolu.

      Usuń
    4. Co Gosiu jedza Twoje dzieci ze słodyczy w tygodniu?

      Usuń
    5. Popieram w 100 procentach.
      Wyrobione nawyki i przyzwyczajenia owocują w przyszłości.
      Sam mam córkę 3 lata. Słodycze dostaje raz w tygodniu. (zje jednego batonika i tak się zasłodzi że nie ma ochoty na więcej)

      Usuń
    6. Ja popieram w całej rozciągłości. Nie wiem jak liczy się np. mąka pszenna (czy cukry w niej zawarte wchodzą w te 10%?). Przyłączam się do pytania - co słodkiego mogą jeść dzieci? Wypieki słodzę bananem, ale potrzebuję "świezej krwi", nowych przepisów zwłaszcza, że przedszkolak poszedł do szkoły. Pozdrawiam, Marzena.

      Usuń
  2. Tak jak mowisz - przykład co jesc a co nie wynosi sie z domu i to do nas nalezy edukacja, ale...
    uwazam ze powinny byc w szkole zajecia np jakas godzina w tygodniu czy zajecia dodatkowe ale obowiazkowe- typu o zdrowym stylu zycia, a tam co jesc, co jest zdrowe, propagowanie ruchu, itp.
    Tak -trzeba chcieć zdrowo sie odzywiać, jest wile opcji jedzenia- nawet tych zdrowych slodycy bez tony chemii tylko niestety musi sie chciec je samemu zrobić, a nie isc do sklepu i kupic na odwal dziecku paczke czipsow czy innego syfu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to w końcu jakie miałyby to być zajęcia: dodatkowe czy obowiązkowe? ;)

      Usuń
    2. w naszej szkole sa dodatkowe ponad zwykły plan ale obowiązkowe.

      Usuń
    3. nawykow zywieniowych uczymy sie w domu, od rodzicow . Jak Pani w szkole powie chrup brokula zamiast chipsow a w domu tata lub mama to wysmieja to takie zajecia nic nie wniosa. Wbrew pozorom zdrowe odzywiania nie znaczy nudne i bardzo pracochlonne :) i to wlasnie od rodzicow zalezy zeby swoim zachowaniem pokazac dzieciom ze warto zdrowo jesc, warto wylaczyc telewizor i jesc wspolnie przy stole (bez laptopow i komorek )

      Usuń
    4. "Jakaś godzina w tygodniu". Aktualnie jestem na nowym planie lekcji i w imieniu wszystkich dzieci mówię że nie da rady wrzucić jeszcze godziny w tygodniu na zdrowe żywienie. Dla przykładu ja mam codziennie na godzinny ranne (2x w tygodniu 7:10) i kończe o 15:25 i chodz interesuje sie zdrowym trybem życia to nic innego bym nie chciała tylko czegoś nie zdrowego po jeszcze dodatkowej godzinny w szkole. To tylko dzieci i młodzież zniechęci.

      Usuń
    5. To na lekcjach , przyrody, biologi, godzina wychowawcza. Tam poświęcić trochę czasu na omówienie nawyków żywieniowych.
      A jak sama nazwa wskazuje godzina wychowawcza jest od wychowywania a nie tak jak u mnie było czy w gimnazjum czy w liceum gdzie Pani robiła sobie po prostu 7 godzinę w tygodniu swojego przedmiotu....

      Usuń
    6. Ok.w podstawówkach jak najbardziej się zgadzam z ustawą,ale w liceach gdzie młodzież po lekcjach w-f musi się napić i zjeść?Prowadzę sklepik i widzę że młodzież na wszystko znajdzie sposób ,ponieważ i tak pójdą obok do sklepu i kupią to co chcą.Mam u siebie jabłka,banany,sałatki,kanapki,wody,serki.Oświadczam,że zupełnie tego nie sprzedaję,oprócz kanapek i wody.Nie rozumiem jak można decydować za dorosłych ludzi.Bardzo mi przykro,ja sobie piję kawę,a,oni muszą się obejść smakiem .

      Usuń
  3. trochę nie na temat, ale czy będzie jakiś post o spirulinie? Głównie zależy mi na tym by wiedzieć jak i z czym ją stosować, bo leczę anemię, a taka sproszkowana, śmierdząca jak pokarm dla rybek... nie wyobrażam sobie żeby pić ją rozpuszczoną w samej wodzie, więc potrzebuję jakichś inspiracji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, nie zauwazyłam. Dziękuję za odpowiedź i przepraszam za kłopot :)

      Usuń
  4. ja jestem bardzo zadowolona.w pierwszy dzień szkoły poszłam z ciekawości zobaczyć co oferuje sklepik szkolny mojego syna. mówię do Pani że bardzo mi się tu teraz podoba, a Pani z oburzeniem" cieszy się Pani że nie ma już drożdżówek". Ja na to że bardzo się cieszę. Jej mina była bezcenna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem, zmiana na lepsze lecz nie rozwiąże problemu. Z pewnością spora część rodziców zrobi teraz odpowiednie zakupy dziecku jadąc z nim do szkoły, a dziecko które przyniosło ze sobą chipsy może bezkarnie zjeść je w szkole. Ważne, że zrobiono pierwszy krok, podjęto temat, co w przyszłości zaowocuje większą świadomością dzieci i rodziców.

    Co do przedsiębiorców - gdyby szkolny sklepik zamienić w mały bufet ze świeżymi kanapkami z ciemnego pieczywa, sałatkami owocowymi w plastikowanych pojemniczkach, ciasteczkami i batonikami musli, świeżo wyciskanymi sokami, koktajlami owocowymi byłoby genialnie! Pytanie tylko czy wystarczająca ilość dzieci posmakowała takiego jedzenia w domu by mógł się on utrzymać ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sanepid nie pozwoli...

      Usuń
    2. Jestem na 1000 % ZA.
      W naszej szkole nie ma sklepiku, natomiast wstawiono maszynę z pseudo zdrową żywnością. Niby EKO batoniki, ale mega słodkie i koło zdrowej żywności na pewno nawet nie leżały. Jest mus owocowy Kubuś, może być. Ale są też słodzone sztuczne napoje typu Tymbark, Kubuś Play. A na maszynie widnieje wielka nalepka, że wszystkie produkty w owej machinerii nie zawierają cukru oraz syropu skrobiowego czy glukozowego. Dzisiaj rano przed lekcjami kolejka do maszyny ustawiła się oczywiście, bo dziecko niestety, ale nie ma śniadaniówki ze zdrowym jedzeniem, z żadnym podejrzewam jedzeniem.
      Miłego dnia

      Usuń
    3. Moja koleżanka robi dla swojego dziecka parówki na obiad z chlebem i masłem... (a bardzo dobrze zarabia). Ciekawe ile jest takich osób i co te dzieci jedzą w szkole...

      Usuń
  6. Gosiu, ja uważam, że sam pomysł jest dobry, ale realizacja nie do końca.
    Cukier wyrzuciłabym z życia społeczeństwa bez mrugnięcia okiem. Z tym się zgadzam.
    Miód jest dozwolony, ksylitol ponoć zabroniony. Dlaczego? Przecież to właśnie nadmiar fruktozy może powodować otyłość.
    Poza tym sól. Sól jest zdrowa. Oczywiście nie ta czysta, biała, ale np. kamienna, himalajska. Jest potrzebna żeby żyć.
    Chipsy, cola - do kosza. Zgadzam się bez dwóch zdań :)
    Tylko tak jak piszesz, w wielu domach i tak dzieciaki dalej będą się żywić tak jak to robiły do tej pory, bo ich rodzice nie widzą w tym nic złego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksylitol i fruktoza to dwa różne produkty :-)

      Usuń
  7. Czy ewentualnie jakies pomysły co do śniadaniówki dla dzieci ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post na ten temat jest w zakładce Trochę Zdrowia.

      Usuń
  8. Nowe przepisy to mały krok do przodu, ale lepsze to niż nic.Nawyki żywieniowe wynosimy z domu, w czasach wielkiej gonitwy i szybkiego tempa życia rodzice sięgają po najprostsze (wg nich) rozwiązania, dochodzi nagradzanie słodyczami, wypadami np. do McDonalds'a. Żywienie na przedszkolnych i szkolnych stołówkach także pozostawia wiele do życzenia. Pracuję w przedszkolu i widzę czym karmione są nasze dzieci - paluszkami rybnymi, w których jest znikoma zawartość ryby, za to gruba panierka, kluski, placki, a nawet o zgrozo surówki i itp. dosładza się, żeby dzieci zjadły. Na podwieczorek serwuje się lody, soczki w kartonikach,również dosładzane. A jadłospisy rzekomo układają dietetycy... Wydaje mi się, że zarówno w przedszkolach jak i szkołach można wspierać dzieci w nabywaniu prawidłowych nawyków żywieniowych np. tak :PROJEKT KUCHNIA UCZNIOWSKA
    Pierwsza na Śląsku w pełni wyposażona kuchnia uczniowska wraz z aneksem jadalnym mieści się w naszej szkole. Swoje podwoje otwarła w październiku 2013 roku.
    http://sp11.webity.pl/o-szkole/przepisy-kulinarne/
    ps. Wiele osób myśli że zdrowe gotowanie/odżywianie wiąże się z dużymi kosztami, godzinami spędzonymi w kuchni - powinni odwiedzić Twojego bloga :) sama kiedyś tak myślałam, ale odkąd zaszłam w ciąże, potem urodziłam synka zmieniłam zdanie. Pomógł mi w tym Twój blog - dziękuję. Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeraziłaś mnie! Naprawdę tak żywią w przedszkolach?? Mam 2-letnie dziecko, które za jakiś czas będę zmuszona oddać do przedszkola na kilka godzin dziennie i teraz mam mętlik w głowie! On uwielbia warzywa, surówki (bez cukru!), kasze i wszystko co pyszne i zdrowe. Nie chcę żeby ktoś mu to odmienił dzięki tym "pysznościom" :((

      Usuń
    2. No niestety, być może tak fatalnie jest tylko w moim miejscu pracy. Zapytaj o posiłki w placówce, do której chcesz wysłać swoje dzieciątko, przejrzyj jadłospis... Nie chcę generalizować, że wszędzie jest źle.
      Marta

      Usuń
    3. "Zmuszona oddać dziecko do przedszkola na parę godzin?" nie brzmi to fajnie, naprawdę, jakby przedszkole było za karę, trudno będzie zaklimatyzować się w nim Twojemu dziecku. Co do żywienia w przedszkolach, w przedszkolu mojego synka jest bardzo zdfrowe jedzenie, wszystko panie robią, nie podają nic gotowego, i co ważne- dzieciom smakuje. Z sanepidu raz po raz dostają max. punktów za żywienie, co mnie cieszy. Ale dla porównania mam jeszcze inne przedszkole, które odwiedzam i tam, gdy czytam jadłospis, nóż mi się w kieszeni otwiera. Vegeta, kotki rosołowe, ciasta, wafelki, itd. na podwieczorek, sztuczne dodatki do dań w przedszkolu, sztuczna bita śmietana- nie wygląda to najlepiej...

      Usuń
    4. Dlaczego nie brzmi to fajnie? Nie rozumiem.. Chciałabym dłużej móc zostać z dzieckiem w domu (2 latek to naprawdę jeszcze maluszek!), ale niestety sytuacja materialna zmusza mnie do powrotu do pracy. Nie wiem co jest strasznego w mojej wypowiedzi.

      Usuń
  9. Według mnie to głupota, bo w ten sposób maskuje się tylko nieudolność niektórych rodziców, którzy nie mają ochoty uczyć dziecka podstawowych informacji o zdrowiu. Ja zaczęłam chodzić do szkoły w okolicach 2000 roku, mieliśmy sklepik a w nim masa słodyczy i niezdrowych rzeczy. Ale nie miałam w klasie żadnej otyłej osoby, która wpieprzała tylko słodycze. Ba! Nie miałam nawet kogoś kto by się tylko słodyczami żywił. Rodzice uczyli nas co jest zdrowe, a co nie, od czasu do czasu dostawałam (jak inni moi koledzy i koleżanki) kilka groszy na to, żeby sobie coś kupić (zazwyczaj rogalik z 7days, bo zbierało się naklejki z Pokemonami :P) i to było coś! Wszyscy mieliśmy śniadanie do szkoły, a jak ktoś zapomniał/zaspał to sklepik go w jakiś sposób ratował. Może to kwestia tego, że wychowałam się na wsi i była to taka typowa wiejska szkoła i rodzice po prostu mieli czas i ochotę wpoić nam, że słodycze nie są dobre? Z tego co widzę teraz to większość rodziców obecnie jest wiecznie zmęczona i nigdy nie mają czasu... a moi rodzice też pracowali obydwoje, zresztą jak większość których znałam, a mieli jeszcze czas uprawiać ogródek, chodzić z nami na spacery i robić domowe przetwory ;) i nie mieli babci do pomocy. Teraz większość rodziców woli wcisnąć 10 zł w rękę i powiedzieć "idź sobie kupić coś do jedzenia".
    Te zmiany nic raczej nie zmienią, bo rodzice najwyżej nakupują dziecku w Biedronce słodyczy na cały tydzień do szkoły, które dziecko pewnie zje w ciągu 3 dni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chodziłam do szkoły na wsi, zawsze miałam kanapki od mamy ale nie powiem ochota na słodycze była tylko rzadko dostawałam pieniądze do szkoły :p Bogatsi jedli aż miło.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą. Moja Mama zawsze przygotowywała mi i rodzeństwu kanapki do szkoły. Nie twierdzę, że było to najzdrowsze, co mogło być, ale w życiu nie ciągnęło mnie do jedzenia ze sklepiku, do tych chipsów i batonów. Jeśli rodzice sami nie zadbają o zdrowie i dobre przyzwyczajenia dziecka, to żadne ustawy nie pomogą.
      Co z tego, że w sklepiku szkolnym nie ma śmieciowego jedzenia, skoro obok szkoły są inne sklepy, które moga sprzedawać, co chcą? Albo co za problem, żeby rodzice sami dziecku dali? To jak walka z wiatrakami.
      Wczoraj czytałam artykuł z gazety lokalnej na temat nowych sklepików szkolnych. I co? uczniowie sami przyznali, że jak będą chcieli, to pójdą na długiej przerwie do sklepu obok, na stację benzynową i kupią, co będą chcieli. Od początku roku szkolnego w dużym liceum, gdzie uczy się parę setek dzieci sprzedano jedno jabłko... Albo wszyscy mają swoje owoce, albo jednak coś tu nie działa...
      Sama idea jest dobra, ale wykonanie... zostawia jeszcze wiele do życzenia. Bez edukacji w kwestii żywienia nic się nie zmieni...

      Usuń
    3. zgadzam się w 100 %... to nie chodzi o sklepi szkolne tylko o samych rodziców. Dzieci nauczone w domu, co jest zdrowe a co nie na pewno nie będą opychać się wszystkimi śmieciami ze sklepiku... tym bardziej jeśli rodzice naszykują im prowiant do szkoły, który będzie atrakcyjny. Najczęściej jednak rodzicom się nie chce, więc albo robią sztampowe kanapki z czymkolwiek nie pytając dziecka, co chciałoby zjeść albo ładują do plecaka rogaliki, drożdżówki itd. W kwestii wyjaśnienia ja nie uważam, że dziecko nie może jeść słodyczy czy chipsów, ale powinno to mieć jakieś granice a to zadbać muszą rodzice i kropka. Sklepiki szkolne to tylko kropla w morzu..

      Usuń
    4. Ja o ustawie nie wiem co myśleć na dobrą sprawę, bo z jednej strony wy macie rację, mówiąc, że rodzice kupią dziecku słodycze gdzie indziej, z drugiej strony według mnie lepsza taka zmiana jak żadna, na pewno nie głupota. Ale w podstawówkach, co do liceum to zgodzę się, że zmiana jest głupotą bo u takich ludzi, jeżeli sami nie będą chcieli, nikt nawyków żywieniowych już nie zmieni.

      Ja też zaczęłam chodzić do szkoły w roku 2000 i popieram to, co mówi Małgosia. Jako dziecko wychowane w domu, gdzie owszem - słodycze były, ale dobrej jakości sklepowe/wypiekane samodzielnie, gdzie jadło się zdrowo, gdzie kolorowe napoje i chipsy to było największe istniejące zło tego świata... tak, w szkole jadłam nawet te chipsy. I to nie tylko gdy częstowali koledzy, ale też sama je czasem kupowałam, PODKREŚLAM - doskonale zdając sobie sprawę z tego, że są niezdrowe. Presja kolegów była zbyt duża dla mnie jako małego dziecka, dlatego z autopsji zgadzam się w pełni z tym, co powiedziała Małgosia i mam nadzieję, że to będzie dopiero początek bardziej przemyślanych zmian, np. w kierunku by dzieci nie mogły przynosić do szkoły słodyczy, tak jak ktoś napisał jest w Szwecji, wtedy te bezsensowne kwestie tej ustawy odejdą w zapomnienie i dzieci albo będą musiały przynosić własne zdrowe posiłki, albo kupować zdrowe w sklepikach.

      Usuń
  10. Gosiu, ja troszkę nie na tema, a mianowicie wczoraj zrobiłam Twoje risotto z dyni i jabłka. Jest FENOMENALNE!!! i tu moje pytanie, gdyż mój mąż jest mięsożerny i dla niego obiad bez mięcha to nie obiad. Co byś poleciła dodać do risotta? jakiegoś kurczaczka.....bo przyznam się że nie bardzo wiem co by do niego pasowało.
    Serdecznie pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierś kurczaka oprósz solą i pieprzem cytrynowym. Zawiń szczelnie w pergamin (papier do pieczenia) i usmaż na suchej patelni. Potem zdejmujesz papier i masz mega soczystego kurczaczka.

      Usuń
  11. Dzieci jak będą chciały to i tak kupią słodycze w sklepiku w drodze do szkoły. Przede wszystkim wychowanie i świadomość wyniesiona w domu. Przykładowo ja nigdy nie akceptowałam MCDonaldsa i moim dzieciom jak tego nie jadły wcześniej to po prostu nie smakuje, a nawet jak z kolegami czy koleżankami poszły spróbować - świat się nie zawalił, a później stwierdziły, że niedobre i ich brzuchy po tym bolą. Więc nie w sklepikach problem tylko w wychowaniu i nauczeniu dzieci co wartościowe a co nie. Tak jak dzieci jedza w domu tak i będą jeść poza nim. Wina jest w rodzicach. Łatwiej i szybciej kupić i dać dziecku wafelka niż przygotować coś zdrowszego - chociażby kanapkę z pełnoziarnistym pieczywem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety w szkole mojego dziecka sklepik zamknięto w związku z nowymi przepisami i brakiem jak mówią opłacalności biznesu...? Może rozwiązaniem była by specjalna dotacja państwa na zdrową żywność do sklepików szkolnych. Zdrowo żywione dziecko mniej choruje i nie obciąża służby zdrowia, a w przyszłości jest wydajnym pracownikiem. Sam zysk dla państwa. Wkrótce wybory, może któryś z polityków zajmie się tą sprawą?

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystko ładnie w teorii. Podstawy zdrowego żywienia wynosimy z domu. Ale przecież nie każdy rodzic ma wiedzę, chęć i ochotę się uczyć żywienia a nawet chęć zmieniać swoje przyzwyczajenia by dać przykład dziecku. Jeśli np. dzieciak od 15 lat jadł schabowego z kapuchą, bo mama i tata tak gotują to trudno będzie przestawić się na kotleciki jaglane czy makarom żytni( bo ciemny)
    Tak samo w sklepiku. Z wygody, uzależnienia od cukru, soli( nieuświadomionego lub obśmianego) dziecko wybiera snikersa, chipsy lub pizerkę.

    Drugi aspekt to ceny. Nie oszukujmy się 2 litry coli kosztują tyle co szklanka soku wyciskanego czy koktajl. Sałatka owocowa, zdrowa kanapka są dużo droższe niż baton czy pączek.

    Inna sprawa to osiedlowe sklepiki obok szkół. Tam jest wszystko a nawet więcej niż było kiedyś i dzieciaki latają na przerwach lub przed szkołą na zakupki;pp

    Ustawa to krok milowy, ale nieprzemyślany, taki pod publiczkę przed wyborami.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mam dzieci, ale pamietam ze szkoly czym byl "naladowany" szkolny sklepik i co sie w nim kupowalo.
    Dla mnie sklepik to pierwszy wazny krok ! TAK CHCEMY COS ZMIENIC !

    Jednak uwazam ze rozwiazanie ze sklepikami to troche jak tabletka na bol glowy. A warto zbadac dlaczego boli ? Moze zamiast wyrzucac 4mln zl na beznadziejne referendum (na ktore pewnie pojdzie max 20%) warto wydac ta kase na edukacje dzieciakow co warto jesc i dlaczego. Mimo iz rodzic bedzie dawal na batona, swiadomosc zdrowego odzywiania i konsekwencji spowoduje, ze dzieciak wybierze zdrowa przekaska.

    Drugim krokiem powinno byc uciecie nagminych zwolnien z WFu !!

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętacie, jak kiedyś w szkole były zajęcia ZPT? Na tych zetpetach robiło się kanapki, sałatki, piekło ciasteczka. Ciekawe, dlaczego teraz teraz tego się nie praktykuje? Może podczas takich zajęć można by dzieci uświadamiać i dać niektórym chociaż popróbować jak smakuje zdrowe pełnoziarniste owsiane ciasteczko, jak smakuje warzywna sałatka, a najlepiej jeszcze samemu przygotowana? A i nauczyciel musiałby się przygotować do takich "zdrowych" zajęć solidnie, bo nie podejrzewam, aby szczycił się wiedzą nt. zdrowego jedzenia :). Skoro niektóre dzieciaki nie przeszły w domu zdrowej edukacji nie wiedzą, co to jest zdrowa dieta, bez tego całego sy...u typu cola, chipsy, to może warto na poziomie podstawówki , w szkole, zacząć je edukować. Gdyby dzieciak powiedział rano tacie w sklepie, który kupuje mu colę do szkoły, że ta jest niezdrowa i wyczynia cuda z organizmem, to tata zawahałby się i pomyślał nad tym co mówi jego dziecię? Muszę pogadać o tym z panią wychowawczynią. I może Wy równiej porozmawiajcie na zebraniu. Może my możemy coś zrobić, skoro szkoła i Państwo nie chcą. W końcu to nasze dzieciaki, do cholery ....
    Ależ się uniosłam :) Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coż, stoję po drugiej stronie i mam inne doświadczenia. Mam spory staż "tablicowy", uczę dzieciaki od 85 roku. Pracuję z maluchami. Moje dzieci pieką ciasteczka (tak, mamy w szkole przenośne piekarniki), przygotowują sałatki, kanapki, poczęstunek dla rodziców. Raz w roku mają konkurs kulinarny na zdrową potrawę- trzeba przygotować w sposób plastyczny przepis. Tłumaczę też co zdrowe, co nie (i tak "szczycę się" wiedzą nas temat zdrowego żywienia). Śniadania jadamy wspólnie całą klasą i niestety to co mają niektórzy w śniadaniówkach... Niestety nie mam wpływu na przekonanie rodziców.

      Usuń
    2. Ja również stoję z tej drugiej strony. To nie tak, że szkoła nie chce nic zrobić. Szkoła po prostu nie może. Staramy się wpajać dzieciom zdrowe nawyki, przeprowadzamy fajne warsztaty, bierzemy udział w różnych akcjach, np. "Śniadanie daje moc", ale tym nie zmienimy mentalności rodziców. Zgadzam się z tym, co przeczytałam wyżej - zawartość niektórych dziecięcych śniadaniówek po prostu jeży włosy na głowie! Dzieciom w klasie I śniadania przygotowują rodzice, więc to oni powinni być uświadamiani, co dla dziecka jest dobre. Ale jak słyszę "bo on nie lubi....", to aż mam ochotę zapytać: A kto przez ostatnie 6-7 lat wypracował w dziecku złe nawyki? Moje dzieci od zawsze wcinały ogromne ilości surówek, chleb piekłam i piekę sama, i naprawdę nie zarywałam nocek, żeby to dla nich zrobić. Posmarowanie kanapki kremem czekoladowym zajmuje niewiele mniej czasu niż przygotowanie surówki. ZACZNIJMY EDUKACJĘ OD RODZICÓW, a nie zwalajmy całej odpowiedzialności na szkołę, sklepiki i nie wiadomo kogo jeszcze!

      Usuń
  16. Ja uważam to też za dobry krok, ale mam wątpliwości ponieważ starsi mogą sobie kupić coś po drodze a młodszym mogą dawać rodzice w domu jako że w szkole nie ma. I tu koło się zamykał. U mojego dziecka został zlikwidowany sklepik (gdzie oprócz słodyczy były kanapki i sałatki )już w zeszłym roku i dyrekcja tak pięknie opowiadała o zdrowiu i ustawie ze miesiąc później ustawili drugi już automat ze słodyczami. Ach ta "polska ", tylko liczyć że będzie lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prowadziłam sklepik w szkole od 17 lat.,i zrezygnowałam z niego,powód ekonomia.
      Jednocześnie prowadzę od 10 lat szkolną stołówkę.I od wejścia w życie ustawy o zdrowym żywieniu zorganizowałam mały bufecik przy stówce.Z moich obserwacji
      co wynika.Dzieci i młodzież najpierw głośny bunt i dużo komentarzy typu: jak to
      zabierają nam wolność i prawo wyboru tak drastycznymi zakazami.
      Dzisiaj mogę stwierdzić,że bardzo dobrze się stało.Mnie jako właściciel stówki i bufetu
      szkolnego ,zachęcono zmiany.I tak się stało,zamiast drożdżówek Ja i mój personel
      pieczemy ciasta typu: marchewkowe ,czekolodowo-cukiniowe,buraczkowe ,jogurtowe
      z różnymi owocami oczywiście według przepisów Małgosi . Poszukuję w internecie na
      różnych blogach.Kanapki podajemy tylko z pieczywa żytniego i pełnoziarnistego.
      Wody sprzedajemy duże i ilości,ale jadłospisu wprowadziłam również wodę z cytryną
      Kasza Kus kus,jaglana gryczana jest przez dzieci akceptowana ,bo sprawdzam co zjadają .Owszem,dużo dzieci i młodzieży nie zjada surówek i dlatego często podajemy
      blanszowane brokuły, warzywa na parze ale zawsze w formie dekoracji talerza i coraz
      częściej dostrzegam że dekoracja również jest zjadana.
      Jednak mnie martwi postawa dyrektora szkoły,który jednak dopuścił aby na szkole
      znajdywały się maszyny z tak zwaną zdrową żywnością typu batoniki musli,które
      mają przekroczony cukier trzykrotnie, czekolada instant i tym podobne.Myślę że edukację trzeba zacząć od dyrektorów szkół,bo okazuje się że nie do końca wiedzą co
      znaczy zdrowa żywność.


      Usuń
    2. Dobra, a co z dzieciakami i młodzieżą, którzy nie mogą chleba żytniego czy pełnoziarnistego? Znam kilka osób, które po prostu źle się czują po takim pieczywie. Sama nie czuję się najlepiej, a na dodatek go nie lubię i jem pieczywo białe albo piekę coś sama. Staram się odżywiać zdrowo, warzywa, owoce, itd. Nawet nie pamiętam, kiedy coś smażyłam (piekę lub gotuję na parze).

      Jak najbardziej jestem za uczeniem dzieci i młodzieży o zdrowym odżywianiu, ale pamiętajmy też, że każdy człowiek lubi co innego. Siłą nikt we mnie kaszy jaglanej nie wmusi, a gryczaną zjem tylko pod jedną postacią, zrobioną przez moją babcię.

      A słodzenie miodem - a co z ludźmi na niego uczulonymi? Albo znowu - tymi, którzy go nie lubią? Mnie odrzuca sam zapach, o jedzeniu nie ma mowy.

      Jak wszędzie, trzeba zachować zdrowy rozsądek i tutaj.

      Usuń
  17. Ja uważam, ze to dobra sprawa, a denerwują mnie w sieci komentarze ludzi, którzy się pieklą. Jeśli dorosły człowiek pisze, że np pieczywo razowe jest obrzydliwe i tylko do wyrzucenia się nadaje, to wiadomo, skąd dzieci wynoszą złe wzorce...A jak nie zaczną o tym uczyć w szkole, to dzieci nigdzie nie będą się mogły dowiedzieć nic o prawidłowym odżywianiu, bo część rodziców ma to po prostu w nosie. Wiadomo, w domu też powinna być taka edukacja, ale do wielu osób skala problemu nie dociera i uważają, ze dla dziecka batony i cola to podstawa i oczywistość.
    Bawią mnie za to komentarze np licealistów, którzy żalą się, ze oni powinni móc sami o sobie decydować, bo są tacy dorośli. Ale np papierosów legalnie palić w liceum też nie można, nawet po 18 roku życia.
    A sama pamiętam, ze w sklepiku w liceum pierwsze zawsze znikały świeże kanapki i sałatki. Teraz w bufecie na uczelni jest tak samo - drożdżówki idą na równi z kanapkami, a nawet zostają w tyle, nie mówiąc o tradycyjnych, normalnych obiadach, które są bardzo popularne, bardziej niż słodycze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko fajnie, ale np. ja w szkole (gimnazjum) nie kupię sałatki (nawet jeśli by były, to pudełko kosztuje 10 zł w piekarni obok), nie jem mięsa, a kanapki tylko z szynką, to muszę kupić precla, jak zapomnę kanapki z domu. Codziennie noszę do szkoły obiad w termosie, ale jedzenie tego na przerwie też nie jest zbyt komfortowe, stołówka szkolna serwuje dania bardzo tłuste i niezdrowe. Bufet wyładowany ciastkami, batonikami i chrupkami "zdrowymi", już chyba lepiej jak były zwykłe, bo przynajmniej było jasne, że to zdrowe odżywianie nie jest.

      Usuń
  18. Bardzo super opisane :) Również jestem za tym, aby w sklepikach szkolnych były kanapki, owoce itp., a nie tylko same słodycze. Potem się dziwimy, że dzieci są otyłe, nie są skupione na lekcji, trudno się uczą, czy też cierpią na wiele chorób związanych z wadliwym żywieniem. A co do rodziców, szkoda gadać :) Nie dziwię się, że dzieci się źle odżywiają. Przykład idzie z góry.
    Pozdrawiam !
    Patryk - żywieniowiec
    Autor bloga o żywieniu zbiorowym konsumentów

    OdpowiedzUsuń
  19. I dobrze. Niech wywala te chemię. Mój brat tylko słodycze z ulepszaczami lubi inne mu nie smakuje. Litości. Wkurza mnie ze bardziej normalne jest to sztuczne a naturalne produkty traktowane sa jak zło.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja uważam to za świetny pomysł. Może właściciele sklepików ruszą głową że można sprzedawać zdrowe rzeczy i ktoś je kupi. U mnie w liceum był typowy sklepik z przed reformy, ale właścicielka się starała żeby było coś dla każdego. Wiadomo liceum to już świadomi ludzie, w tym dziewczyny dbające o linie. I wiesz co znikało pierwsze? Pełnoziarniste bułki z warzywami, jogurty naturalne z ziarnami, jabłka i mandarynki. W połowie długiej przerwy wymiatało właśnie to jedzenie, a reszta leżała, więc jak zgłodniałaś później to musiałaś ratować się 7daysem albo innymi śmieciami. Uważam że można teraz wprowadzić np. pełnoziarnistą bułkę z serek grani, albo jogurt naturalny i jabłko, a w wielu sklepikach gdzie właścicielom się nie chce można było dostać TYLKO śmieci nawet gdy ktoś chciał coś zdrowego, bo jeżeli już były robione bułki to w pszennej bułce z jakimś ohydnym sosem. Tak że zmianę popieram w 100% !

    OdpowiedzUsuń
  21. To prawda, nawyki żywieniowe wynosi się z domu, więc co z tego, że nie można kupić drożdżówki w szkole, skoro rodzice kupią ją przed szkołą... Ale mimo wszystko to krok w dobrą stronę. Jednak lepiej by było postawić edukację żywieniową czy dodatkową godzinę wf-u żeby rzeczywiście zadbać o dzieciaki.

    OdpowiedzUsuń
  22. Małgosiu powiedz proszę , do kogo należy zgłosić sklepik, którego właściciel nie przestrzega nowych przepisów i sprzedaje wszystko po staremu czyli śmieciowe jedzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem Gosia, ale ja pomocy bym szukała w kuratorium chyba że ktoś na lepszy pomysł. btw to gdzieś się jeszcze przepisów nie przestrzega ?

      Usuń
  23. Pomysł ogolnie dobry. Szkoda tylko, że te dzieci lub ich rodzice zaopatrzą je w te produkty w drodze do szkoły 😐
    Poza tym widząc obecną modę na zdrowy styl życia dziwi mnie, że Ci zdrowo odżywiający się rodzice dają swoim dzieciom co bądź, byle by zjadło 😯
    Małgosiu jakie słodycze jadają Twoje dzieci w tygodniu?

    OdpowiedzUsuń
  24. Edukacja dzieci moze jest wazna ale uważam że wiele tematów porusza się w szkole, piramida zdrowia, śniadania moc, owoce w szkole, dobre i zle nawyki. Dzieci to teoretycznie znają a praktyce wychodzi inaczej. Juz kilka lat temu w jednej ze szkol próbowałam cos zmienić, powiedzieć, ze to vo w sklepiku jest szkodliwe. (jako nauczyciel tam pracujący). Zawsze bylam ta zła, bo jestem antyreklamą. Hmmm... Prowadze z dziecmi zajęcia o zdrowym żywieniu, razem przyrządzamy proste dania, zapoznaje ich z nowymi smakami, czytamy etykiety produktów ze sklepiku lub tych przynoszonych z domu. Tłumaczę też działanie niektórych substancji. Dzieci są bardzo zainteresowane. Jednak jak widzę otyłą pięciolatkę w sklepie ktora głośno domaga się słodyczy i je dostaje i potem przed sklepem zajada się nimi też z otyłymi rodzicami, to może tu warto pomyśleć o edukacji nie dzieci tylko rodziców. Zmiana w sklepikach fajnie że jest, bo tez uważam , że jak ktoś się nastawia na wielki zysk kosztem dzieci i sprzedawania słodyczy to nie fajnie. Niech stoi w szkole automat z wodą do picia, a niech rodzic zadba o to by dziecko miało śniadaniówke z czymś zdrowym i pożywnym.

    OdpowiedzUsuń
  25. Gosiu, czy polecasz kupić wypiekacz do chleba, czy piec w tradycyjnym piekarniku ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja piekę w tradycyjnym piekarniku. Nie mam wypiekacza.

      Usuń
  26. Dzieci powinny wynosić z domu przyzwyczajenia żywieniowe, jeśli w domu je się słodycze tak czy siak, to dziecko i tak przyniesie je do szkoły albo kupi w pobliskim sklepie, także dla mnie ustawa bez sensu. Kolejne pozbawienie wyboru człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  27. U mojego syna w szkole kazdy rodzic ma obowiazek zapakowac: Kanapke, owoc lub warzywa i wode lub mleko. Nikt nie ma z tym problemu :) wszystkie dzieci jedza razem i nikt nie narzeka :) Od swieta dostaja "poczestunek" od szkoly i wtedy sa mniej zdrowe przekaski ale nie wyobrazam sobie zeby dziecko jadlo slodycze kiedy i jakie chce :( Popieram reforme :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się ten pomysł. w całej szkole tak jest czy tylko w tej jednej klasie? Też próbowałam, niestety moi uczniowie mają takich, a nie innych rodziców "pani nie będzie mi dyktować czym mam karmić moje dziecko". Absolutnie zabraniam chipsów i gazowanego na wycieczki, normalnie też nie noszą. Jednak śniadania no coż... mam dwóch uczniów, którzy właśnie zaczęli trzeci rok nauki, przynosząc codziennie (tak jak i w latach poprzednich) rogalik 7 days. Właśnie myślę czy nie wziąć ich pod włos i zrobić np. na razie jednego dnia pod hasłem "moje zdrowe II śniadanie" i wtedy dzieci powinny nie tylko mieć takie śniadanie, ale też wiedzieć cokolwiek na temat tego dlaczego akurat to jest zdrowe :).

      Usuń
    2. Cala szkola :) Moze na poczatek zachecic dzieci takim zadaniem jak Pani wspomniala "zdrowe sniadanie". Rodzice sa uparci a nie zdaja sobie sprawy z tego ze im zdrowsze poslki tym mniejszy koszt lekow, mniej chorob itp...

      Usuń
    3. Zapomnialam dodac ze szkola od siebie zabiera dzieci na wycieczki np.do zapoznania sie z krowami (mala farma krow) i do rolnikow....dzieci wracaja po schrupaniu wlasnorecznie zerwanej marchewki lub wypiciu mleczka (wycieczka zorganizowana przez dyrekcje i rolnikow/farmerow)

      Usuń
    4. Taka szkoła jest w Polsce? Jeśli tak, to super sprawa!

      Myślę, że dobrym sposobem byłoby poprowadzenie takiej lekcji o zdrowym II śniadaniu, ale jednocześnie z połączeniem z ciekawym wyglądem jedzenia, które zachęcałoby do pałaszowania zdrowych przekąsek :) Np. rzodkiewki-myszki, kanapki-łódki i inne tego typu rzeczy. Najlepiej, jakby wyzwolić w dzieciach delikatną "rywalizację" - kto przyniesie lepszy posiłek, zdrowszy. Może wtedy pod presją rówieśników inne dzieci bardziej by się ugięły. Ale nie jestem pedagogiem ani rodzicem, nie wiem, czy byłoby to poprawne pod względem wychowawczym :)

      Usuń
    5. A mi się to nie podoba. Co prawda jestem w gimnazjum, a to (prawdopodobnie) podstawówka, ale i tak widzę wyraźne luki. Moja mama jest nauczycielką i zawsze miała lekcje na 7:30, ja za to - 8, 9... Nie ma i nie miała czasu na przygotowywanie mi jedzenia, poza tym do szkoły dojeżdżam i "zaspania" są na porządku dziennym, więc i tak bym tego śniadania nie brała.

      Usuń
  28. z tego co wiem to u nas bez zmian- sklepik nie znajduje się na terenie szkoły tylko tuż przed jej budynkiem, więc jego już zmiany nie obowiązują?!

    OdpowiedzUsuń
  29. Moim zdaniem fantastyczne zmiany. Mojej córce od momentu gdy nie chciała już uczęszczać na zajęcia taneczne przytyło się. Chcę ją wyciągnąć na rower - nie dziś, na rolki - nie dziś. Nie wiem już jak mam ją zachęcać do zwiększenia aktywności fizycznej. Wiem że podjadała z koleżankami to co było w sklepiku, pomimo moich uwag, że mnóstwo chemii i cukru. Dostawała ode mnie lunch boxy z owocami. Dzisiaj dostała po raz kolejny - sałatkę makaronową z bazylią i sałatą. Przedwczoraj koleżanki podjadały jej i też im bardzo smakowało. Na przyszły tydzień upiekę mufinek z bazylią :).
    Uważam, że jeśli nie udaje się nam uzyskać efektu poprzez kampanie społeczne, to trzeba próbować prawnych rozwiązań. Wiem, że znajdą się rodzice, którzy nakupują słodyczy w Biedronce na cały tydzień, ale myślę, że inna cześć zacznie kombinować, co tu dobrego dać dziecku do jedzenia, bo już nie będzie wymówki, że można dać 5-10 zł i niech sobie kupi, część zastanowi się nad ideą wprowadzenia przepisów. Nie będzie już tłumaczenia, że inni jedzą. Jestem na TAK!!!

    OdpowiedzUsuń
  30. Jak najbardziej jestem za. Ćwiczę parę razy w tygodniu, jestem po 40. Ćwiczę z paniami po 60, które mają lepszą kondycję i figurę niż 20-latki. To efekt śmieciowego żarcia, komputerów i konsumpcyjnego nastawienia do życia. To przerażające jak wiele jest obecnie otyłych młodych dziewczyn!!! Czy nie zależy im na tym jak wyglądają? Brzydzą się wysiłku?

    OdpowiedzUsuń
  31. Moje zdanie jest mieszane. Moje dziecko zabiera ze sobą owoce, warzywa i kanapkę z ciemnego pieczywa. Dzieci z klasy na początku patrzyły jak na dziwoląga,kiedy syn jadł ogórka zawiniętego w plaster szynki i przegryzał to papryką. Nie robiliśmy zakupów w sklepiku, no poza gumkami takimi kolorowymi do robienia bransoletek ;-) Mam mieszane uczucia, bo obserwuję innych rodziców. Kiedyś widziałam, jak mama kolegi od syna z klasy poszła do pobliskiego sklepu bo sklepik był zamknięty i przyniosła torbę słodkich bułek, duży napój kubuś i coś tam jeszcze. Moim zdaniem to nie sklepik był problemem, bo w naszym batonów, cukierków i chipsów nie było, taka jak napoi gazowanych. Problem jest po stronie rodziców, którym się zrobić sniadania dzieciom po prostu nie chce..
    Na koniec dodam ciekawostkę: według tej ustawy zupki w proszku spełniają kryteria ilości soli ....
    wszystkich czytających serdecznie pozdrawiam
    Ewa K.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja się bardzo cieszę ze zmian w przepisach. Ciężko mają dzieci już uczęszczające, ale dla obecnych pierwszaków w późniejszych latach będzie to norma. Wytyczne dla żywienia dzieci są faktycznie dziwne... obiady bez soli...? Sama w domu używam soli himalajskiej i morskiej. Problemem raczej jest jej ilość. Ja nie lubię słonych rzeczy i nie dodaję dużo soli. Fruktoza tak, a ksylitol nie...? Dlaczego? Fruktoza to zło. Podejrzewam, że hurtownie będą musiały znacznie wymienić asortyment.
    ---
    Jeśli chodzi o słodkie w domu... ja też limituję i kupuję tylko słodycze "dobre". Czytam etykiety, zamawiam na internecie lizaki z ksylitolu i inne rzeczy, czekolada tylko 70% i powyżej... ale jak gdzieś idziemy i dzieciaki dorwią coś "zwykłego" słodkiego to pożerają w tempie rakietowym. Jak im ktoś coś przywiezie to pochłaniają, zwłaszcza młodszy (paczka żelków haribo na raz i tylko patrzy żeby mu ktoś nie zabrał). Raz na jakiś czas pozwalam, ale większość otrzymanego słodkiego zabieram, czekam aż zapomną i wywalam do kosza :P

    OdpowiedzUsuń
  33. Bardzo kontrowersyjny temat. Ja również uważam, że nawyki żywieniowe wynosi się z domu. Co więcej za otyłość dzieci odpowiedzialni są rodzice a nie pani ze szkolnego sklepiku. Jestem dzieckiem wczesnych lat '80 gdzie w szkołach były jedynie batoniki, słodkie bułki i oranżady we wszystkich kolorach tęczy. Jadłam je i ja, i moje koleżanki i koledzy, żadne z nich nie było grube (do momentu aż rozpoczęło dorosłe życie). Ale może to zasługa tego, że w piłkę grałam na boisku a nie na Play Station :) Pozdrawiam i gratuluję bloga.

    OdpowiedzUsuń
  34. U mojej córki w szkole w sklepiku teraz tylko zdrowe pełnoziarniste kanapki, soki jednodniowe i woda. Owoce i warzywka.
    Nawet automat z kawą został zlikwidowany.
    Szkoda tylko ze na zebraniu wychowawczyni nie poruszyła tego tematu:((

    OdpowiedzUsuń
  35. A co do zwolnień z zajęć w-f to też się trochę zmieniło. Teraz lekarz musi konkretnie napisać z jakich ćwiczeń dziecko jest zwolnione.

    OdpowiedzUsuń
  36. Wiem,że nie na temat,ale chciałam zapytać czy i w jakiej dawce mogę przyjmować chlorek magnezu. Słyszałam że poprawia samopoczucie i dodaje energii.

    OdpowiedzUsuń
  37. Jak najbardziej jestem za! A co ważne, za jest też mój syn-licealista. A dlaczego? A dlatego, że zasady zdrowego odżywiania ma stosowane w domu! Dla nas to żadne novum, żadne hip hip hura, tylko codzienność :) Pewnie, że najłatwiej dać dziecku 2 złote w kieszeń i powiedzieć "kup sobie drożdżówkę w sklepiku", zrobienie domowej, zdrowej kanapki dla niektórych jest zbyt pracochłonne... A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  38. No i co z tego, ze nie ma słodyczy w sklepikach szkolnych. Jeśli rodzic pozwalał dziecku kupować słodycze, czipsy itp. w sklepiku, to jaki będzie dla niego problem dać to dziecku jako drugie śniadanie? Tu trzeba zmieniać mentalność i rodziców i dzieci, ale szczególnie rodziców, bo to od nich wszystko zależy - co dziecko będzie jadło, czy będzie się ruszało. Jeśli rodzice nie będą przekonani do ruchu i dobrego odżywiania, to żadna ustawa tego nie załatwi.

    OdpowiedzUsuń
  39. Kurczę Gosiu bo już się pogubiłam wiem że nie można jeść po 14 (po południu) owoców ale dlaczego to już nie wiem ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ćwiczymy wieczorem to owoce możemy jeść nawet o 18-tej czy dalej.

      Usuń
    2. ok, ale jeśli załóżmy ćwiczę rano albo w ogóle danego dnia to DLACZEGO nie można zjeść później tych owoców ?

      Usuń
    3. Owoce to cukry proste, łatwo przyswajalne. Jeśli ćwiczysz to są uzasadnione, jeśli nie ćwiczysz to pójdą Ci w tyłek. ;)

      Usuń
  40. Ciekawy wpis. Ci z nas którzy są rodzicami, wiedzą, że menu w szkolnych sklepikach to nie wszystko, dziecko jest uparte i jeżeli go się nie przekona do tego, że warto zainteresować się zdrowym odżywianiem to nic z tego, jak z drodze do domu sobie "odbije" gigapaką chipsów :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Jak dla mnie strzał w dziesiątkę ! Oby tak dalej i oby w ludziach przede wszystkim zmieniała się mentalność, bo jak rodzice jej nie zmienią to niestety w kwestii otyłości nadal będzie to samo

    OdpowiedzUsuń
  42. No i tak powinno być :) zmiany zdecydowanie na lepsze, konieczne jest podejmowanie krokow w celu zwalczania prężnie rozwijającej się generacji otyłych dzieci- "hamburgerów", a później dziwić się, że tyle otyłych osób, które co najzabawniejsze- dalej pochłaniają (bo odżywianiem się tego nie można nazwać) fast foody i innego typu śmieciowe jedzenie. Nie rozumiem w ogóle rodziców, którzy przesadnie pozwalają się faszerować dzieciom tą chemią...

    OdpowiedzUsuń
  43. Pytanie trochę odbiegające od tematu. chciałabym schudnąć ale przyglądając się swojemu jadlospisowi przez parę dni zauważyłam że jem za mało (srednio 1000kcal) a nie za dużo, więc obcinanie kalorii nie jest dla mnie. Mam więc przejść na twoje jadłospisy? Nie przytyje jeśli zwiększenie tak kaloryczność? Nie mam nadwagi, ale moja waga jest blisko górnej granicy. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie liczyć się będą proporcje diety aby ruszyć metabolizm.

      Usuń
    2. Małgosiu masz na myśli ilosc białka, węglowodanów i tłuszczów czy chodzi o coś innego?

      Usuń
    3. Tak. Ale też zawartości warzyw i owoców.

      Usuń
  44. Moje zdanie jako ucznnicy 3 gimnazjum którq jest świadkiem całego przed i po rewolucji jest pozytywne. Ciesze sie że żaden 3 bit nie będzie mnie kusił tylko zdrowsze alternatywy. Jednak jak zwykle pomysł dobry, wykonanie... Pozostawia wiele do życzenia. U nas w sklepiku jedyne co można teraz kupić to kanapki z ciemnym chlebem (które i tak były wcześniej doatępne i były bardzo chętnie jedzone przezemnie i przezrówieśników) wafelki wedel za 5 zł co jest głupotą, wafelki kukurydziane (hit! Wszedzie widze uczniąw z wielkimi pakami wafli po 1,50) owsianke (jeszcze nie jadłam i nie iwidziałam żeby ktoś to jadł) soczki leon, wode i jeszcze kilka wafelków i innych tego typu rzeczy. To co sprzedają to jest żart. Cała szkoła przez cały rok na wafelkach kukurydzianych nie wyrobi ;-;.

    OdpowiedzUsuń
  45. Popieram jak najbardziej.Nawet w stołówkach szkolnych nie wolno słodzić potraw cukrem i dawać dzieciom na II śniadanie pszennych bułek,drożdżówek etc.Jedynie razowe,warzywa itd.

    OdpowiedzUsuń
  46. W szkole do której teraz chodzi moja 11-;letnia siostra nie raz były spotkania dietetyka z rodzicami i pogadanki na temat odżywiania dzieci. Ale do rodziców można gadać jak grochem o ścianę. Niby wysłuchają, pokiwają głowami, a potem do sklepu po chipsy dla swojej pociechy... Po co rano robić kanapkę skoro można wyjść 5 minut wcześniej i kupić w piekarni drożdżówkę? Swoją drogą, zrobienie tej kanapki trwałoby krócej.
    W moim domu żywienie siostry polega wyłącznie na słodkościach. Do szkoły drożdżówki, kołaczyki i jakieś batony, po powrocie trzeba koniecznie braki cukru uzupełnić nutellą, na deserek chipsy a kolacyjną zupkę chińską najlepiej zagryźć kilkoma cukierkami.
    Jeśli dziecko z domu nie wyniesie zdrowych nawyków to szkoła nic mnie wskóra. Nie rozumiem tego wszystkiego. Kiedyś fakt, nie było takiej wiedzy na ten temat. Ale teraz? Wszędzie o tym trąbią a rodzice mają to w czterech literkach. Nie wiem czy to lenistwo, głupota czy co? Przecież kochając swoje dziecko powinno im zależeć na ich zdrowiu...

    OdpowiedzUsuń
  47. Jeśli chodzi o sklepiki, ja sobie od razu myślę, co czują dzieci? Jeśli sklepiki zostaną, to ok, fajnie, że ze zdrowymi rzeczami, ale nie chciałabym, zeby całkiem zniknęły. Sklepik to nie tylko śmieciowe jedzenie, to źródło życia towarzyskiego, miła pani, która porozmawia z dzieckiem, okazja do nauki gospodarowania pieniędzmi, do podejmowania samodzielnych decyzji, wyborów. Moja córka w tamtym roku szkolnym 2 razy w tygodniu dostawała od nas drobne na sklepik i była uszczęśliwiona, bo dla takich maluchów wyjście do sklepiku to frajda, zabawa, jakaś atrakcja w życiu szkolnym:) Przy okazji dostawała często pochwałę od wychowawczyni za mądre zakupy, co ją cieszyło. Zakazy są zawsze niedobre, nie chodzi, żeby zabraniać, tylko wychowywać świadomie mądrych ludzi, którzy sami umieją wybrać, co chcą zjeść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikomu nie zależy na zamykaniu sklepików. Sklepiki mają być po prostu odpowiednio wyposażone. Tylko przedsiębiorcy robią z tego problem, bo boją się zmian. Za jakiś czas wprowadzone zmiany nie będą nikogo dziwić i już nikt nie będzie się nad tym zastanawiać.

      Usuń
  48. Ja mam 16 lat i mimo, że słodycze jem raz w tygodniu i problem sklepików szkolnych mnie nie dotyczy, to nie jestem przekonana co do owej ustawy. Co z tego, że w sklepikach nie ma słodyczy, jeżeli moi znajomi przed lekcjami, na przerwie albo na wolnej godzinie idą wyskoczyć po coś słodkiego ? Młodsze dzieci, mimo że w szkole niby nie mają dostępu do słodyczy, to przynoszą je z domu, kupują przed lekcjami lub po zajęciach. Sami nauczyciele narzekają na te zmiany i szczerze mówiąc nie usłyszałam żadnych pozytywnych słów na ich temat z ich ust...Zasady dotyczące zdrowego odżywiania wynosi się z domu, w szkole można o tym mówić i mówić a to i tak nic nie da, sama wiem na swoim przykładzie. Niby wiedziałam co jest zdrowe a co nie, a i tak wybierałam tą gorszą opcję. Dopiero zmieniłam swe nawyki żywieniowe, gdy postanowiłam zgubić co nieco. Cel został osiągnięty, a zdrowo nadal się odżywiam i przestać nie zamierzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że potrzeba tej ochoty na "zgubienie co nieco" bądź jakiś chorób, aby uzmysłowić sobie jak takie jedzenie wpływa na człowieka. Czasami niestety może być trochę za późno.

      Usuń
  49. Małgosiu ja troszkę nie w temacie... W różnych postach pisałaś o różnych suplementach diety, między innymi o takich co wspomagają odporność. Czy z okazji zbliżającej się jesieni i sezonu przeziębień można liczyć na post o naturalnych "wspomagaczach" odporności? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  50. Pomysł jest dobry tylko żeby sklepiki się dostosowały w odpowiedni sposób. Zabrali drożdżówki, więc bułki u nas się kończą po 2 lekcji, a kiedyś wystarczały do 4. I ja np. wybierałam słodsze drożdżówki jeśli już coś w ogóle kupowałam, bo były tańsze po prostu, więc przedział cenowy też mógłby być zróżnicowany

    OdpowiedzUsuń
  51. A ja sobie myślę, że to biadolenie o opłacalności jest trochę ze strachu przed nowym. Jest moda na zdrowe żywienie, to jej element, zaraz producenci powprowadzają rzeczy, które spełniają normy (a wtedy ocenimy ich jakość i skład). A dzieciom nic nie będzie od przekąszania w międzyczasie jabłek.

    OdpowiedzUsuń
  52. Jak dla mnie, pomysł całkiem całkiem. Krok w dobrą stronę. Wiadomo, nie zmieni się nagle z dnia na dzień cały system myślenia, tak się nie da. Trzeba stopniowych zmian, przyzwyczajenia ludzi zmienia się trudno. Może i rodzice dalej będą kupować dzieciom słodycze do szkoły, ale jestem pewna, że wielu rodziców nie ma pojęcia, czym i jaką ilością śmieciowego jedzenia napychają się ich dzieci. Batonik i drożdżówka kupione do szkoły zawsze są lepsze, niż 4 batoniki, 2 puszki coli i 3 paczki chipsów, które dziecko kupi sobie samo (znam z autopsji). Poza tym, zdrowe nawyki wyniesione z domu nie zawsze tak świetnie działają. Na moim własnym przykładzie: w domu u nas zawsze jadło się zdrowo. Słodycze nie codziennie i w małych ilościach, dużo owoców i warzyw, żadnej coli i fast foodów, zawsze do szkoły przygotowane kanapki i butelka wody. Ile ja bym dała, żeby, kiedy byłam w podstawówce, weszła taka ustawa! ;) Kanapki najczęściej lądowały w koszu, a ja latałam do sklepiku, bo uwielbiałam słodycze. Potem w liceum, kiedy wreszcie zaczęłam jeść świadomie, wkurzało mnie, że nie znajdowałam w sklepiku praktycznie niczego, co mogłabym z czystym sumieniem zjeść, a że w promieniu kilometra praktycznie nie było żadnego sklepu, i tak lądowałam z jakimś słodzonym jogurtem lub batonikiem. Tak więc według mnie zmiana na plus ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. Witam,
    ja z innej beczki czy posiłkiem po treningowym może być wafle ryżowe z serem białym np. mój ulubiony?

    OdpowiedzUsuń
  54. Ja uważam, że to trochę za duże zmiany, mogli zrobić to spokojniej i nie na zasadzie "zabrońmy wszystkiego" Chodzę do liceum i uważam, że wiem kiedy mogę pozwolić sobie na pączka czy sok , a teraz w szkolnym sklepiku nie mamy nawet gum owocowych. Dla mnie to bez sensu żeby wszystkich mierzyć jedną miarą. Głupota totalna żeby zabronić aż tak wielu rzeczy. Zdecydowanie jestem na nie.

    OdpowiedzUsuń
  55. Ja się wypowiem może jako uczeń. Zawsze ale to zawsze zabieram ze sobą jedzenie do szkoły i butelkę wody. Jestem w szkole 8-9godzin (technikum) nie raz tego jedzenia lub picia braknie a nie ma u nas sklepiku bo "nie opłaca się bo nie ma co sprzedawać" przerwy są 5minutowe i nawet nie zdążę wyjść do jakiegoś sklepu za szkołą po jogurt naturalny owoc czy butelkę wody jak moja się skończy. Więcej jedzenia do torby nie jestem w stanie upchać bo jeszcze książki i zeszyty... Byłabym wdzięczna jakby był obowiązkowy sklepik ze zdrową żywnością bo chyba będę musiała nosić osobną torbę na jedzenie ...

    OdpowiedzUsuń
  56. Wychowałam się w czasach, w których dzieci każdą wolną chwilę spędzały na polu z kolegami i koleżankami z osiedla lub szkoły. Nie było nas w domu cały dzień, a rodzice nie martwili się o nas. Do domu wracało się zwykle wieczorem, odrabiało się lekcje i szło się spać. W naszym sklepiku szkolnym były dostępne tylko chipsy, gumy kulki, gumy Turbo, oranżady w torebce, rurki z kolorowym proszkiem i cukierki :) pomimo tego, że każde z nas dostawało 2zł na zakup tych wspaniałości, to żadne z nas nie miało problemów z wagą czy zdrowiem. Nawet częstym zjawiskiem była niedowaga, która była wynikiem dużej aktywności fizycznej - zarówno w ramach zajęć wf jak i poza szkołą :) Moim zdaniem, obecnie rodzice muszą się zmagać nie tylko z tym, że ich dzieci jedzą nieodpowiednie rzeczy, ale także z tym, że nie mają tyle ruchu ile potrzebują, a każdą wolną chwilę spędzają bądź to przed komputerem bądź przed telewizorem. Prawidłowe nawyki żywieniowe powinny być przekazywane przede wszystkim w domu, jednak jeśli nie jest to możliwe, to nie ma lepszego miejsca na takie rzeczy niż szkoła. Popieram wprowadzone zmiany w sklepikach szkolnych i mam nadzieję, że niedługo już nikt nie będzie się zastanawiać nad słusznością tej decyzji, tylko społeczeństwo przyjmie to jako rzecz normalną i codzienną. Ubolewam jednak nad tym, że rodzicie pozwalają swoim dzieciom na przesiadywanie całych dni przed komputerem (zwykle na fb). Z drugiej strony, w obecnej sytuacji to dziecko nie ma gdzie pójść, bo jego koledzy i koleżanki również spędzają czas w ten sam sposób. Wydaje mi się, że edukacja, która mogłaby być wprowadzona w szkołach na temat zdrowego odżywiania, powinna również skupić się na omówieniu możliwości aktywnego spędzania wolnego czasu. Zajęcia tego typu mogłyby odbywać się na polu, np. obok szkoły stworzyć ogródek warzywny i wtedy zajęcia nie będą ani nudne, ani bezwartościowe, bo dziecko czegoś się nauczy, doceni roślinność, którą pielęgnuje cała klasa, a także spędzi czas na świeżym powietrzu :) Z kolei w przypadku aktywnego spędzania czasu, szkoły mogłyby umożliwiać dzieciom spędzanie czasu po szkole na boiskach szkolnych i wypożyczać im np. piłki do gry, skakanki, etc. Każda szkoła jest pilnowana przez jakąś osobę do tego wyznaczoną, wiec mogłaby również otwierać drzwi do takiego schowka. Jest wiele możliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  57. Czy w codziennej diecie można jeść 50 g kaszy jaglanej? Wyczytałam że jest zdrowa, ale bardzo rzadko gości w Pani jadłospisach. Nie poleca jej Pani?

    OdpowiedzUsuń
  58. W reformie, wprowadzanej na szybko, chodzi chyba o to, żeby dac zarobić komuś innemu niż tym,
    Rozumiem troskę o dzieci i do reformy ogólnie jestem nastawiona pozytywnie, ale produkty wybrano moim zdaniem zbyt restrykcyjnie. Wiele z nich zdrowe są tylko w reklamach- tak jak np płatki śniadaniowe, czy jogurciki i soczki faszerowane cukrem. A takie naprawde zdrowe produkty, nie oszukujmy się, są o wiele, wiele droższe. To, co będzie teraz serwowane w sklepikach nie będzie wcale o wiele lepsze, nabije za to kieszenie innym ludziom. A tak naprawdę to jak już napisało kilka osób, bnie ważne, co będzie w szkołach sprzedawane, jeśli dzieci napchają się w domu cukierkami i fastfoodami. Uczę w angielskiej szkole. Podajemy zdrowe posiłki, nie ma nawet możliwości zakupu batonika czy czipsów i uczniowie mają zakaz przynoszenia jedzenia z domu, a i tak sporo jest otyłych dzieci. W szkole zjedza dobrze, a w domu KFC i kebaby. Tak naprawdę edukację powinno się zacząć od domu, i wtedy dzieci same wybierałyby lepsze produkty. Więc moim zdaniem ta reforma nic nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  59. Gosiu dodałam komentarz w poście o dynii... Przepraszam, ze tam, ale się pomyliłam. Bardzo prosze o odpowiedź 😊

    OdpowiedzUsuń
  60. Małgosiu, jak to jest z tą ilością białka, tłuszczów i węglowodanów na diecie redukcyjnej? Jedni mówią o większym spożyciu białka ok. 30% i ograniczeniu spożycia tłuszczów do 20%, reszta oczywiście węglowodany. Inni mówią, że spożywanie dużej ilości białka zakwasi organizm i że białka powinno być ok. 15%, a tłuszczów 30%. Nie wiem już czym się kierować. Dodam, że ćwiczę kilka razy w tygodniu siłowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja proporcje dobieram indywidualnie. Biorę pod uwagę wagę, wzrost, wiek, diety jakie ktoś ma za sobą etc. Nie ma sztywnych reguł dla każdego.

      Usuń
  61. Gosiu, co zrobić w przypadku, gdy wstaję o 5 rano, żeby się uczyć przed szkołą? Śniadanie jem ok. 7.00. Wcześniej nie dam rady, a nie chciałabym zaburzać mojego rozkładu posiłków. Z góry wielkie dzięki za to wszystko, co dla nas robisz. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śniadanie powinno się zjeść do godziny od wstania. Poranna nauka to wysyłek dla organizmu a ten potrzebuje glukozy.

      Usuń
  62. Uważam ze to super pomysl. Wiem z doświadczenia jak to jest być grubym dzieckiem z rodzicami którzy maja 30 kg nadwagi, kandydoze itd. Od 15 lat tylko jestem na dietach, ciało nawet po treningach i zabiegach nie jest jędrne. Leczenie kandydozy to koszmar, a bóle nią wywolane: pleców, stawów, stop,gorszy wzrok, cera to jeszcze większy koszmar. Tylko co takie dziecko może zrobić, je co dostanie a potem całe życie zmaga się z błędami rodziców lub olewa to i dochodzi do 150 kg. Opamiętajcie się rodzice bo z każdym batonikiem pogarsza się stan Waszego ukochanego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  63. Małgosiu. Jestem przed decyzją kupna patelni.Wiem ze polecałaś kiedys firmy Valdinox. W sklepie proponowano mi Elo diamant.Ceny znacznie się różnią.Znasz może tą linie? Czy warto jest zapłacić więcej?

    OdpowiedzUsuń
  64. Wiem, że pytań i pomysłów na posty dostajesz setki. Jako mama dwójki dzieci (2 i 3 lata) w trzeciej ciąży bardzo proszę o pomysły na zdrowe kolacje dla maluchów. O ile ze śniadaniami dla nich nie mam problemów, to na kolację nie zawsze wiem co dać. Żeby było lekkostrawne, niezbyt obciążające małe brzuszki i żeby zapewniło im sytość na całą noc. Niestety jesteśmy w okresie buntu na różne smaki (nawet te którymi się zajadały dzieci) i muszę je często podstępem przemycać. Mam nadzieję, że kiedyś napiszesz też co na kolację maluchom dać. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  65. Malgosiu a co poradzilabys na pekajaca skore wzdluz kciukow czy to jakas awitaminoza czy urok taki? Troche to boli goi sie ale potem znowu pojawia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To brak jakichś witamin. Najpewniej wit. A.
      Póki co kup sobie w aptece Tribiotik w maści i smaruj pęknięcia i jedz produkty z wit. A np. pij sok marchwiowy, jedź marchew, paprykę, dynię.

      Usuń
  66. zgadzam się, w sklepikach nie powinno być słodyczy, jak byłam w szkole średniej byłam otyła zamiast kupić bułkę z wędliną brałam bułkę słodką, ale cóż tak naprawdę wina była moich rodziców przez cały tydzień ma obiad mączne rzeczy, kluski sląskie, pierogi, placki ziemniaczane, w weekendy ciasta, pączki około 60 sztuk mama robiła, do tego drożdzówki było pyszne, ale przepłaciłam zdrowiem,,,

    OdpowiedzUsuń
  67. Sklepik w szkole, w której pracuję wprowadził od 2 września sałatki, kanapki z pieczywa pełnoziarnistego itp. Oprócz kilku nauczycieli brak było chętnych do kupowania owej zdrowej żywności. Od jutra będzie już zamknięty...
    Obserwuję co moi uczniowie mają w "śniadaniówkach" (uczę 6 latki). W pudełkach oprócz kanapek (i to nie z pieczywa pełnoziarnistego) ciasteczka, batoniki, kupione w drodze do szkoły pączki, drożdżówki itp.
    Należy zmiany zacząć od rodziców i ich podejściu do żywienia, a ustawą zmian nie dokonamy.

    OdpowiedzUsuń
  68. pracuje w sklepie spozywczym, wczoraj przyszła na zakupy nie zadowolona mamuska po chipsy dla swojego synka bo teraz biedny nie moze sobie ich kupic samw sklepiku szkolnym, a to przeciez taka frajda dla dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  69. Skończyłam studia i dopiero teraz będę planować zakładanie rodziny, więc mam trochę inne spojrzenie niż przedmówcy. Ani nie jestem w sytuacji osób chodzących obecnie do szkół, ani nie jestem jeszcze rodzicem, którego dziecko chodzi do szkoły :) Z mojej perspektywy powstałe zmiany są genialnym pomysłem i bardzo się z tego cieszę! Razem z narzeczonym jemy bardzo zdrowo, prawie w ogóle nie solimy i nie używamy cukru, więc wysyłając w przyszłości dziecko do szkoły nie będziemy się obawiać obiadów w stołówkach. A mnie zależy na tym, żeby dziecko miało wykupiony ciepły posiłek w szkole :)

    OdpowiedzUsuń
  70. Zgadzam się z tym, że powinno się jeść zdrowo, jednakże jak z dnia na dzień dzieci w przedszkolach i szkołach na stołówkach mają jeść chleb razowy, bo nie mogą białego pieczywa Bo takie rozporządzenie "Ministra". Wiele dzieci np. dzieci upośledzonych z autyzmem nie namówi się do zjedzenia chleba razowego, bo takie postanowienie wydał jakiś "Minister".To mają głodować? Bo inaczej placówka zostanie ukarana karą przez sanepid, bo kupią "biały chleb"? To chore.. Chyba nie do końca wiedzą Ci na górze co robią..
    To, że zrobili krok, bo odwrócili wszystko 360 stopni to i tak nic tego nie zmieni. Bo okey zamknęli sklepiki w szkołach, to gdzie młodzież z gimnazjum i szkół wyższych chodzi? Do sklepu. Im bardziej będzie się im zabraniało tego, tym bardziej będą łamać reguły.
    Ingerują już w dość prywatne swery człowieka, co on ma jeść.. Chcą żeby to przetrwało to niech pozamykają Mc Donaldy i inne podobne restauracje i sklepy, bo inaczej nie zmieni to nic, co wprowadzili i niech sami się do tego zaczną stosować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w zupełności. Chodzę do technikum i zamknęli nam sklepik, w którym sprzedawali bułki robione przy nas i z czym chcieliśmy. W zamian dali nam automat z drożdżówkami i "Fit" batonami. Absurd ! Ze szkoły nie możemy wychodzić, na przerwach nauczyciele pilnują wyjścia. Musimy po dzwonku na lekcje uciekać do sklepu obok... To jakieś nieporozumienie.

      Usuń
  71. Proszę spojrzeć na ten temat z punktu widzenia szkoły i nauczycieli. W większości placówek panuje prawdziwy Exodus dzieci do pobliskich supermarketów i innych sklepów, wszędzie tam gdzie można dostać stare dobrze znane białe bułki i słodycze. Tej fali nie da się pohamować, a prędzej czy później dojdzie do tragedii. Proszę sobie wyobrazić, że w stołówce jest teraz właściwie zakaz używania soli, a potrawy można przyprawiać tylko przyprawami typu bazylia etc. Proszę sobie wyobrazić dzieci z ubogich rodzin, które na obiady w stołówkach chodziły i to był być może ich jedyny posiłek w ciągu dnia, które teraz muszą przeżuwać dziwne, nieznane i niesmaczne potrawy, tylko dlatego, że jakiś urzędnik uznał, że przyczyną nadwagi u dzieci są szkolne sklepiki i złe jedzenie w stołówce. Wszyscy też zapomnieli o tym, że czego dziecko nie kupi w szkole to sobie kupi po szkole albo dostanie od rodziców. Batoniki, chipsy, słodkie napoje. To rodzice powinni być uświadamiani o szkodliwości takich produktów. Szkoła to tylko 1% problemu nadwagi i niezdrowego odżywiania.

    OdpowiedzUsuń
  72. Rozporządzenie w w kwestii żywienia było potrzebne i nie ma co tu dyskutować, ale niestety treść dokumentu, który wszedł w życie 1 września jest napisany na kolanie i nie rozwiązuje problemów. Jeśli chodzi o sklepiki to bardzo pozytywnie odbieram całą zmianę, szkoda tylko że w 90% procentach w sklepikach nie można wprowadzić tych zmian. Dlaczego? A bo na przykład nie mają zaplecza sanitarnego i nie mogą przygotować zdrowych zamienników słodyczy - chociażby szyszek z ekspandowanej kaszy jaglanej i zmiksowanego daktyla- ponieważ sanepid nie pozwala.
    W tym rozporządzeniu jest jeszcze mowa o żywieniu zbiorowym i tam dopiero zaczyna się koszmar - dokument ten dopuszcza pasztet i parówki a zabrania dżemu, kompotu nie można delikatne osłodzić ale już jak się poda dzieciom kisiel do picia to można go osłodzić do 5 łyżeczek cukru na szklankę. W sklepiku kajzerek sprzedawać nie wolno ale już w żywieniu zbiorowym już tak... Absurdów jest wiele, co niestety zwiększa negatywny odbiór całej reformy, a nie o to przecież chodziło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%. Zmiana była jak najbardziej potrzebna naszym dzieciom i to nie tyle ze względu na otyłość(ja jej nie dostrzegam wśród dzieci)ale na zdrowie. Natomiast treść ustawy budzi ogromne wątpliwości co do kompetencji autorów. Poza tym intendenci i właściciele sklepików kompletnie się w tym nie odnajdują. Przykre bo jak narazie cierpią dzieci, które zmuszone pić gorzką herbatę przynoszą cukier z domu...i wówczas już nikt nie wie ile tego cukru spozywają...

      Usuń
  73. Popierałam tą "rewolucję" do momentu, aż doszła do mojego technikum. Usunęli nam sklepik, w ktorym kto chcial, to kupował czipsy i batony, a poza tym były bułki (okej, białe pieczywo to zło, ale to się staje nieważne w momencie, gdy człowiek umiera z głodu, bo rano nie zdążył zrobic/kupić sobie śniadania do szkoły...) z warzywami i twarożkiem /szynką /serem. Co dali w zamian?? Automat, w ktorym paradoksalnie są same "fit" batony,które tylko nazywają się"Fit" a w rzeczywistości tak nie jest i drożdżówki ! Brawo, znienawidziłam przez to tą rewolucję, bo nie raz nie mamy wyjścia i musimy z automatu korzystać... Koszmar :)

    OdpowiedzUsuń